Przeczołgały mnie te ostatnie dwa tygodnie, ale już widać koniec. Jutro termin składania moich trzech esejów – pracuję jeszcze nad zakończeniem, naprawiam referencje, poprawiam literówki, ale już wiadać światełko. Identyfikuję się ze studentami – wiecie jakie bycie studentem jest stresujące? ;D
Najgorzej mi idzie refleksja – jakoś mało refleksyjna jestem… Jak zaczynam reflektować, to nagle mam pięć stron i muszę skracać. Jak skrócę, to wydaje się to mało refleksyjne…
Jeszcze tylko Christmas Party (nie idę), zajęcia 9-17 w sobotę (idę), impreza studencka, potem 18 esejów do sprawdzenia w niedzielę (nie wiem jak dam radę), w poniedziałek wrzucam oceny do południa, potem pakowanie i do Polski we wtorek.
Przedwczoraj obudziłam się o 00.46 i nie zasnęłam do rana (położyłam się o 11.30) i nie była to pierwsza noc z bananami, ale już czuję, jak mi stres powoli opada, przycicha, powiada, że zaraz …
Poza tym cieszy mnie zmiana polityczna, ale jestem pełna rezerwy – jak nam zaraz przykręcą neoliberalną śrubę, to znowu PIS wygra za cztery lata. Aborcja poszła w kąt, Sejm za to od razu zajął się ulgami dla programistów. Hmmm.
PS. Dopiero do mnie teraz dotarło, że NIE POSADZIŁAM ŻADNYCH TULIPANÓW w tym roku. To chyba najlepiej pokazuje stan mojego umysłu – zagracony ciaśniej, niż mieszkanie obsesyjnego zbieracza.
Myślicie, że wyrosną zasadzone w styczniu??? Nie ma szans na wcześniejsze prace ogrodowe.