Czekam na śnieżny armagedon

Czekam na śnieg, tak pięknie w Polsce, ja też chcę!

Coś mi się w głowie przestawiło, odpowiadam na maile od razu (kiedyś musiałam się trzy dni zastanowić), wstaję rano i czytam teksty na zajęcia, kiedyś najchętniej czytałabym koło północy – dziś nie mogę tego robić, bo nie zasnę, mózg pracuje i ciężko mu się wyciszyć, za to rano – bajka!

Cóż, starość – radość.

Oprócz tego strasznie, strasznie mnie męczą zebrania pracowe – coraz częściej mam wrażenie, że to takie bicie piany, rytuały korpoludków, a w dodatku najczęściej wypadają w piątek, kiedy nie mam zajęć ale mam już mnóstwo innych rzeczy zaplanowanych, kiedy nareszcie mam czas, żeby na przykład trochę poczytać. Rada Wydziału, Rada Studiów, Zebranie Wszystkich Pracowników, Codwutygodniowe Zebranie Szefów Zespołów, Zebrania Zespołów, nosz ku.. rcze blade! Dobrze mi sie żyło zanim zostałam funkcyjną, bo mogłam je wszystkie centralnie olewać i przychodzić tylko wtedy, kiedy uznałam to za stosowne.

I nawet śnieg mnie nie wybawi od zebrań, albowiem większość z nich jest online. Szlag by tę technologię trafił.