I znowu się nie spało, tym razem wstajemy o 4, na takie dictum acerbum mój organizm stwierdził, że w takim razie, to on się już nie kładzie.
Chyba muszę w końcu lekarza odwiedzić.
Za parę godzin Polska i pierwsze, co muszę zrobić, to się wyspać 😅
Fajnie i niefajnie, że jedziemy, dobrze rodzinę zobaczyć i przeżyć zadymę świąteczną, ale po tym tygodniu to moim marzeniem są dwa tygodnie z samą sobą.
Mi dobrze, tylko krótko. Jak można wstawać jak jeszcze ciemno??! Toż to przeciw naturze.
Nie lubię alarmu w telefonie i nigdy go nie nastawiam, bo jak nastawię, to się denerwuję, że nie usłyszę i nie mogę spać. Na szczęście Mi mnie budzi. No ale dziś wstaję tylko ja, więc musiałam włączyć swój alarm, w związku z czym obudziłam się dwie godziny przed, o piątej i do siódmej przewracałam się z boku na bok. Czuję się jak zombie. ale się już przyzwyczaiłam.
Zaraz wypiję kawkę i będzie dobrze.
Dziś mam cały dzień zajęć, a potem idziemy na obiad z rokiem. Fajnie być znowu młodą studentką!
Wczoraj dostałam piękny wieniec bożonarodzeniowy, samodzielnie zrobiony z gałęzi i bluszczu (tyko pamiętaj Ana, że nie wolno bluszczu wnosić do domu!), więc na drzwi wejściowe. W tym roku to pierwsza ozdoba Bożonarodzeniowa – nie miałam nawet godzinki wolnej jak już sto razy wam mówiłam. Mo jest bardzo niezadowolona, bo w domach jej koleżanek już stoją choinki od począku grudnia. A u nas jeszcze resztki Haloweenu w ogrodzie – zostawiłam takie małe memento mori, jak będzie jasno to wrzucę zdjęcie.
Odkryłam Darię ze Śląska:
Z polityki to cieszę się z komentarza ministry Nowackiej, no, teraz już szybko pójdzie:) Dzieci nie chodzą, religia wyleci ze szkół. Konkordatu pewno nie wypowiedzą, ale zmieni się interpretacja.
A Śmieszny Dziadek znowu został Berią, ale to temat na dłuższą notkę o trudnościach i pożytkach z terapii.
Przeczołgały mnie te ostatnie dwa tygodnie, ale już widać koniec. Jutro termin składania moich trzech esejów – pracuję jeszcze nad zakończeniem, naprawiam referencje, poprawiam literówki, ale już wiadać światełko. Identyfikuję się ze studentami – wiecie jakie bycie studentem jest stresujące? ;D
Najgorzej mi idzie refleksja – jakoś mało refleksyjna jestem… Jak zaczynam reflektować, to nagle mam pięć stron i muszę skracać. Jak skrócę, to wydaje się to mało refleksyjne…
Jeszcze tylko Christmas Party (nie idę), zajęcia 9-17 w sobotę (idę), impreza studencka, potem 18 esejów do sprawdzenia w niedzielę (nie wiem jak dam radę), w poniedziałek wrzucam oceny do południa, potem pakowanie i do Polski we wtorek.
Przedwczoraj obudziłam się o 00.46 i nie zasnęłam do rana (położyłam się o 11.30) i nie była to pierwsza noc z bananami, ale już czuję, jak mi stres powoli opada, przycicha, powiada, że zaraz …
Poza tym cieszy mnie zmiana polityczna, ale jestem pełna rezerwy – jak nam zaraz przykręcą neoliberalną śrubę, to znowu PIS wygra za cztery lata. Aborcja poszła w kąt, Sejm za to od razu zajął się ulgami dla programistów. Hmmm.
PS. Dopiero do mnie teraz dotarło, że NIE POSADZIŁAM ŻADNYCH TULIPANÓW w tym roku. To chyba najlepiej pokazuje stan mojego umysłu – zagracony ciaśniej, niż mieszkanie obsesyjnego zbieracza.
Myślicie, że wyrosną zasadzone w styczniu??? Nie ma szans na wcześniejsze prace ogrodowe.
Czekam na śnieg, tak pięknie w Polsce, ja też chcę!
Coś mi się w głowie przestawiło, odpowiadam na maile od razu (kiedyś musiałam się trzy dni zastanowić), wstaję rano i czytam teksty na zajęcia, kiedyś najchętniej czytałabym koło północy – dziś nie mogę tego robić, bo nie zasnę, mózg pracuje i ciężko mu się wyciszyć, za to rano – bajka!
Cóż, starość – radość.
Oprócz tego strasznie, strasznie mnie męczą zebrania pracowe – coraz częściej mam wrażenie, że to takie bicie piany, rytuały korpoludków, a w dodatku najczęściej wypadają w piątek, kiedy nie mam zajęć ale mam już mnóstwo innych rzeczy zaplanowanych, kiedy nareszcie mam czas, żeby na przykład trochę poczytać. Rada Wydziału, Rada Studiów, Zebranie Wszystkich Pracowników, Codwutygodniowe Zebranie Szefów Zespołów, Zebrania Zespołów, nosz ku.. rcze blade! Dobrze mi sie żyło zanim zostałam funkcyjną, bo mogłam je wszystkie centralnie olewać i przychodzić tylko wtedy, kiedy uznałam to za stosowne.
I nawet śnieg mnie nie wybawi od zebrań, albowiem większość z nich jest online. Szlag by tę technologię trafił.
Niedziela, życie bez zmian. Siedzę i czytam, w porywach piszę.
Gdybyście mieli spełnić swoje marzenie, ale wiązałoby się to z bałaganem, kurzem i ogólnym zapuszczeniem domu i ogrodu przez siedem miesięcy w roku, to poszlibyście w to?
Po ogrodzie walają się plastikowe pudła z IKEI spod naszego łóżka, wyciągnięte jeszcze w czasach bedbugs i tak zostawione. Trzeba tylko wymyć i podarować komuś, ale przekracza to moje możliwości. A może nie wypada? Może powinnam wyrzucić? Nie chciałabym komuś podarować przykrej niespodzianki. Ale były już raz szorowane gorącą wodą i wydają się wolne od jakichkolwiek nieproszonych gości, a szkoda mi tak produkować hałdy plastiku, jak się mogą jeszcze komuś przydać. I tak to wewnętrzny konflikt powoduje brak działania, a brak przestrzeni w środku mnie na refleksję nad plastikowymi pudłami powoduje brak szans na rozwiązania wewnętrznego konfliktu. A pudła sobie leżą w ogrodzie, miotane wichurami i siekane deszczem, aż oczy bolą.
Całe moje otoczenie zewnętrzne wydaje się trochę przeze mnie zaniedbane, poświęcam czas jedynie dziecku, a i to połowicznie.
Dzisiaj nowy dzień, trwa Rada Wydziału (na szczęście można online), zimno. Temperatura spadła poniżej zera i nawet dzielna Mo rano cichutko zapytała: mamo, a możemy dziś jechać do szkoły samochodem? Nie możemy, tato wział samochód. I jeszcze ciszej: A taksówką? Pojechałyśmy rowerem, kałuże pozamarzane, my zakutane w chusty i kaptury, wszędzie delikatny meszek białego przymrozku.
W grudzień wkroczyłam radośnie po niecałych pięciu godzinach snu, zbudziłam się dokładnie o 4.40 i koniec, mózg zaczął produkować takie ilości obrazów jak z thrillera sensacyjno-finansowego, że nawet dwa banany nie zadziałały. Tak bywa.
Mi poszedł do dentysty i okazało się, że albo zapłaci 3 tys euro, albo będzie chłopakiem bez zęba na przedzie. Nie dziwi mnie teraz stan uzębienia jednego z czołowych artystów Irlandzkich, niestety od wczoraj ś.p., Shane’a MacGowana. Zęby w Irlandii są drogie.