Niedziela wieczór, cóż mądrego można napisać po dziesięciu godzinach czytania o obronach, symptomach, nieświadomości, Edypie i seksie?
Wiadomo, więc się nie spodziewajcie.
Trochę się bęckuję na WhatsAppie z rodziną na różne tematy, niepotrzebnie oczywiście. No ale jak się ma siostry, to nie można się nie pokłócić, prawda? Uwielbiam moje siostry, mamy taki włosko-mafijny styl rozmawiania, jak z filmów Almodovara: każda rozmowa zaczyna się rozważnie i spokojnie, a kończy trzema szybkimi z liścia. A potem się przepraszamy, kochamy i dzwonimy do siebie, że nie chciałyśmy tak zaboleć.
Te rozmowy trochę rozładowują moje popędy agresywno-libidinalne, bo cały dzień spędziłam w łóżku z komputerem i stosem książek/wydruków/wypocin, aż się spociłam. Nuda.
Jeden prawie skończony, muszę go tylko jeszcze przyciąć i napisać zakończenie.
Drugi dopiero zaczęty, ale jest o niemowlęctwie i więzi, więc będzie się przyjemniej pisało.
Za oknem pluszowy (od pluchy) listopad, więc nie wychylam nosa.
Dobranoc Państwu.