Mam nadzieję, że bananów dziś wystarczy, bo miałam bardzo nieprzyjemną sytuację w pracy i nie chciałabym pół nocy się w łóżku przewracać rozkminiając to, czego nie ma co rozkminiać.
Zaprawdę zaprawdę, powiem wam prawdę, najgorsze ludzie w firmie to zawsze w haerze, bo to roboty są i mają robić jak im władza nakazuje. Dostałam dziś nieprzyjemnego maila od robotów, że to że siamto, że mam błąd w kontrakcie, więc zaraz i natychmiast powinnam podpisać zmieniony kontrakt.
Ciśnienie mi podskoczyło, a nie powinno, bo co mnie będą jakieś EjAje straszyć, automatony z haeru, jak ja WIEM, że co podpisane przez dwie strony jest obowiązujące i proszę się ode mnie odpimpać, błąd w kontrakcie?? A kto ten kontrakt pisał, już nie mówię, że trzeba czytać co się podpisuje, bo to różnie bywa, ale choć na boga!, trzeba czytać, co się pisze (ze zrozumieniem, zawsze to mówię studentom). W mailu pani sztuczna inteligencja, bo chyba nikt z prawdziwą by tak nie wykonywał bezmyślnie rozkazów, przekręciła jeszcze nazwę rodzaju mojej umowy o pracę.
Wiem, nie powinnam się dziwić, a co dopiero obruszać, bo w wielkich firmach to zwykle jest ‚wina Tuska’, tfu, systemu, nie wie lewica co robi prawica, po prostu system im się przepalił na złączach na moim niestandardowym kontrakcie, korki wysadziło, RED ALERT się pojawił, ale w kontekscie ostatniego rozwoju akcji, kiedy mnie POPROSILI, żebym jeszcze została na stanowisku, bo nie mają nikogo (i dalej nie mają nikogo a ja już zostać na kierowniczym stanowisku jednego działu nie zamierzam), w kontekście ostatnich afer, kiedy to studenci dali się uspokoić i załagodzić, bo ja z nimi ROZMAWIAŁAM, a nie wysyłałam im maile z automatu, to taki cios z liścia, tak zwany nuż w bżuhu, kop z półobrotu od robota zabolał podwójnie. A nie powinien.
Bo mam świadomość. Bo jestem przecież lewaczką.
Studenci są zadowoleni, szefowa od spraw akademickich jest zadowolona, szefowa od spraw pracowniczych jest zadowolona, ale SYSTEM POKAZUJE, ŻE TAK NIE MOŻE BYĆ, więc automatony prześladują mnie aneksem do umowy, przy czym sami nie wiedzą, o jakiej umowie piszą.
Smaczku dodaje fakt, że robot to moja była studentka.
Powinnam była ją wysłać w kosmos, kiedy jeszcze mogłam.