W granicach normy

I znowu poniedziałek.

Nowe studia wciąż wydają mi się fascynujące, cieszę się jak dziecko nową zabawką, bardzo droga ta zabawka, ale może tego warta? Przemeblowuje mi w głowie, chcę już, teraz, na raz, natychmiast wszystko przeczytać i wszystko wiedzieć, podskakuję i zachwycam się, mam tysiąc pomysłów na godzinę, czuję się znowu bardzo młoda. Dziś przyniosłam z biblioteki kolejne pięć książek, kiedy ja to wszystko przeczytam? W sobotę zajęcia 9-17, myślałam, że będą się dłużyły, ale wyszłam z tamtąd jak naelektryzowana.

Na froncie zwierzątak domowych cisza, żadnych śladów życia, może w końcu wyginęły? Jak to w niedzielę, rozbebeszyłam nasze łóżko, wyciągnęłam materac i oglądnęłam każdy szew, każdą belkę i nit bardzo dokładnie, melduję, że nowych śladów nie ma. Ale na wszelki wypadek kupiłam nowe łóżko, takie z nóżkami, które włożę w pułapki na insekty, teraz dopiero im pokażę – nawet, jak siedzi jakiś niedobitek w szparze podłogi, to się do nas nie dostanie. Koleżanka zachwalała king size, ale pozostałam przy podwójnym – może jak już się przestaniemy lubić z Mi, king size sie przyda. Ucieszyło mnie, że jeszcze nie teraz.

Poza tym wszystko w normie, Mo znowu chora dziś, a właśnie dziś rano się pytałam na grupce rodziców o szczepionkę na grypę, bo po zeszłym roku, kiedy grypa skończyła się u niej zapaleniem płuc postanowiłam być zapobiegliwa. Ale tak sobie od razu pomyślałam, że zaraz się pewno rozchoruje i nici.

I nareszcie znalazłam odpowiedz na pytanie po co ludzie piszą blogi?