W poniedziałek nareszcie pada

Za tydzień zaczynam wykłady, tym razem po przeciwnej stronie klasy. Tak sobie w tym roku poukładałam, że mam tylko trzy przedmioty i to wyłącznie z mojej dziedziny, takie, do których nie muszę się w ogóle przygotowywać. Żyć nie umierać. Z drugiego uniwerku zrezygnowałam, nie płacili dobrze i jednak trochę czasu mi to zabierało. A teraz pierwszy raz w mojej karierze mam taki luz.

Ale muszę go mieć, żeby dać sobie radę ze studiami, które jednak są dość pracochłonne. Oprócz zajęć mamy bowiem, nazwijmy to, praktykę kliniczną, i pewne dodatkowe obowiązki. I mnóstwo czytania, oczywiście, co akurat lubię. Choć właśnie odkryłam, że jednak w momencie, jak to czytanie jest ode mnie wymagane, to lubię trochę mniej.

Cały tydzień i połowa weekendu była piękna, tłumy na plaży w Donabate jak na Rivierze.

Nie mogłam się oprzeć i wykąpałam się, mimo, że coś mnie lekko w kościach łamało, a następnego dnia łamanie sobie poszło. Mówiłam, że pływanie w zimnej wodzie jest dobre na wszystko?

Ale hiszpańskie upały już się skończyły, nie wierzę, że to piszę, ale napiszę: i całe szczęście. Było nie do wytrzymania, w piątek, kiedy przyszedł pan od trucizny byłam tylko w szkole i w pralni, a wieczorem bolała mnie głowa z upału i zmęczenia. Nie mogłam wejść do domu przez pół dnia, czekałam więc w aucie, strużki potu ciekły mi po twarzy i kapały na bluzkę, prawie zemdlałam, kiedy poszłam na lunch z Mi, do parku na trawkę. Duża wilgotność w Irlandii powoduje, że już 26 stopni jest nie do zniesienia.

Adek już niedługo wyjeżdża na studia. Jest mi trochę smutno, był z nami dwa tygodnie i bardzo się nim cieszyliśmy. Zrobił się z niego taki dorosły, empatyczny facet, z którym łatwo się dogadać i który nas rozumie. Oto mam żywy dowód, że dzieci wyrastają z nastoletniego buntu, muszę o tym pamiętać za lat pięć, jak Mo w niego wejdzie. Nie oznacza to oczywiście, że robi to, co my chcielibyśmy, ale dajemy mu wolność do życia po swojemu, a w zamian on nam pomaga, bo rozumie nasze trudności.