W poniedziałek rano zaczynam zajęcia. To pierwszy etap mojego Wielkiego Planu. Codziennie osiem godzin w szkole, przez tydzien.
Dopiero teraz o tym zaczęłam rozmyślać, chyba insekty zajęły mi cały umysł, tak, że niewiele zostało na strach przed studiami. A może tylko przykryły moje obawy.
Ale czuję, że wróciłam do siebie. Do (umiarkowanego, ale jednak) spokoju umysłu i poczucia, że będzie dobrze.
Zastanawiam się, czemu akurat te owady wywołują tak wiele emocji. Przecież to jak komary, tylko bez skrzydeł, prawda? A nawet lepiej – bo moskity jednak przenoszą okropne choroby, a one nie. A jednak komary nie wywołują takiego obrzydzenia, nikt się również nie wstydzi powiedzieć ‚mam komary w domu’.
Może dlatego, że włażą do łóżka? Czyli najbardziej intymnej, prywatnej, osobistej przestrzeni. To jest dla mnie natrudniejsze, przez to nie mogłam spać przez tydziń. Oprócz tego śmierdzą. Takim okropnym słodkawym zapachem brudnej pościeli. (No ale pies też śmierdzi i wielu osobom to nie przeszkadza😁)
Ostatni tydzień był dla mnie bardzo, bardzo trudny. Niby nic takiego, żadna wielka tragedia, wszyscy zdrowi i żywi, ale spadły na nas takie małe, drobne plażki – cały dom wywrócony do góry nogami, trucizna na podłodze i ciuchy w worach, powrót do pracy po urlopie, gdzie czekały maile i mnóstwo niecierpiących zwłoki spraw, dopięcie na ostatni guzik papierów na studia, o których dowiedziałam się przecież w ostatnim momencie (spróbujcie załatwić sobie zaświadczenie o niekaralności online! mam wrażenie, że specjalnie zatrudniają tam osobę, której zadaniem jest zrobić to najbardziej user unfriendly jak się da), ostatnie poprawki do artykułu, zepsute dętki i rowery i wszechogarniający chaos. Już znalezienie rano czystych rzeczy do ubrania to wyzwanie, grzebie się w worach i grzebie, a skarpetek ciągle nie ma.
Ale koniec, finito, zapisuję do przygód. Przeżyliśmy. Od dwóch dni nie znalazłam żadnego dowodu obecności, jeszcze tylko pan przyjdzie popryskać drugi raz, jeszcze raz wypierzemy wszystkie rzeczy, które nie są schowane w szczelnych workach, porozsypuję ziemię okrzemkową i zostanie mi tylko monitorowanie.
Są straszne, bo ich nie widać- a komary tak. Bo nie pacniesz łapką i się tak szybko nie obronisz. Bo stale teraz będziesz sprawdzać, czy są, czy może są, ale ich nie widzisz, czy może poszły i oby nie wróciły.
Życzę, by przygoda się nie powtórzyła. Trzymam kciuki za skuteczność walki.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Ludzie idą na terapię z ich powodu😁
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Też bym poszła… chyba jest to dla mnie nie do przyjęcia, tzn nie do zaakceptowania, bo oczywiście nigdy nie wiadomo, jak to się do domu dostaje…
już mysz w domu dla mnie jest dramatem. Choć, ostatnią grzecznie z domu wymiotłam… więc może można się do wszystkiego przyzwyczaić, jak mówią…
Ale dobrze, że u Was po wszystkim!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Taką mamy nadzieję, nie wiem tylko, czy one dostały tę wiadomość;)
PolubieniePolubienie
nie wiem co to było, ale się domyślam. Jednak skoro nie chcesz wypowiadać ich nazwy to ja też nie będę drążyć…zresztą: na co mi ta szczegółowa wiedza? Dobrze, że plaga opanowana. Mam nadzieję, jeśli cokolwiek przeżyło to zaniosło innym wieść, że jesteście niegościnni 😉
Z tą szkołą to jakiś cud? czy odwołanie? Coś mi umknęło? Będziesz jednocześnie pracować i studiować?
PolubieniePolubienie
Nie chce pisać nazwy, żeby mnie nie guglano🙂 ale zaczyna się na p i wszyscy się ich brzydzą 😁
A propos szkoły – zwolniło się miejsce i mi je zaproponowali. Będę pracować i studiować, oprócz tego tygodnia to tylko 2 wieczory/tydz i czasem sobota.
PolubieniePolubione przez 1 osoba