Zaczął padać deszcz. Jest wieczór, ulice Dublina w deszczu, a w głośnikach Coltrane.
Zawiozlam Adkowi monitor, który chce zabrać do koleżanki. Umówiliśmy się w centrum, koło Connolly station.
Wracam. Po prawej stronie mam Liffey i pięknie oświetlone mosty Dublinskie.
Jest gwarnie, ludzie łapią ostatnie dni lata. Przebiegają przez ulicę prosto do pubów, nikt nawet jeszcze nie myśli o parasolu.
Nie wiedziałam, że jazda samochodem może być taka przyjemnością!
Wracam do siebie. Do domu, który znowu powoli powoli staje się przyjazny.