Nie odpuszczę tym przyjaciółkom Mi, które wprowadziły się do naszego łóżka.
Idę na wojnę.
Dokonałam zakupów broni krótkiego i dalekiego zasięgu: odkurzacz parowy, ziemia okrzemkowa, specjalne powłoczki do materaców i wreszcie oprysk profesjonalny.
Dziś sypialnia wywrócona do góry nogami i jedziemy z czyszczeniem parą, może w końcu będę miała pierwszą spokojną noc od powrotu z wakacji, może w końcu się wyśpię.
Profesjonalni najemnicy zamówieni na poniedziałek za jedyne 650 euro, jakby ktoś był ciekawy, będą pryskać cały dom, więc kontynuujemy chowanie wszystkiego do czarnych worów. Nie dałabym rady walczyć jedynie domowymi sposobami i nie spać parę tygodni, wojna podjazdowa za dużo by mnie kosztowała. Za dwa tygodnie brygada eksterminacyjna przyjdzie ponownie, żeby dobić ewentualne niedobitki.
Mojego Mi to nie rusza, śpi całą noc bez problemu. Nie wiem, jak to w ogóle możliwe, dla mnie wkroczenie do mojej sypialni i mojego łóżka to naruszenie miru domowego, zaburzenie mojego bezpieczeństwa i spokoju, najgorsze przestępstwo, za które należy się kara śmierci.