Wróciłam w sam środek Armagedonu.
A zatem, po pierwsze, przyjęli mnie na studia. Przez chwilę się zastanawiałam, czy w ogóle dołączyć do tej sekty – przecież tak się na nich wkurzyłam i znielubiłam na całego – ale po krótkiej, dość oczywistej rozkmince, postanowiłam przyjąć zaproszenie. Tak, teraz ja też będę należeć do kliki.
Zaczynam za dwa tygodnie, na sam początek pięć pełnych dni na uczelni. W związku z tym muszę teraz dostosować swoje plany i zobowiązania w pracy, a co najważniejsze przygotować się mentalnie.
Po drugie, okazało się, że mamy w domu nieproszonych gości, bardzo upierdliwych. I nie są to koledzy i koleżanki Adka. Choć nie wykluczam, że może kiedyś oni to cholerstwo przynieśli. A może my, z jakiejś podróży. Nieważne w sumie, istotne jest, że cholerstwo jest bardzo trudne do wytępienia, walka jest podobno długa i bardzo kosztowna, a jak ktoś nie chce płacić pieniędzmi, to zapłaci swoim zdrowiem psychicznym. Wczoraj, kiedy to odkryłam, byłam załamana, po nieprzespanej nocy siedziałam nad górą ciuchów z wakacji, jeszcze nie posortowanych, łóżkiem rozłożonym na części pierwsze i świeża wypraną pościelą, czytałam na necie komentarze zrozpaczonych ludzi bezskutecznie walczących od miesięcy i nie wiedziałam co robić – czy pakować wszystko w wory do wyrzucenia, czy zamawiać firmę, czy w ogóle sprzedać dom i uciekać. Dziś już jestem w nastroju do działania, na razie wszystkie rzeczy z wakacji i te, które nie były schowane do szafy popakowałam w czarne wory, w sobotę, jak Adek odda nam samochód zamierzam pojechać do pralni i wszystko wyprać i wrzucić do suszarki na najwyższą temperaturę. Potem być może będziemy musieli zrobić to samo ze wszystkimi rzeczami w domu. Zamówiłam przemysłową wręcz parownicę, na weekend będziemy wyparzać pod ciśnieniem wszystkie meble w sypialni i podłogi.
Nie będę się bawić w nieskończoność w domowe sposoby, mam ochotę spuścić bombę atomową na to cholerstwo, ale muszę się zadowolić opryskiem, więc do arsenału domowych środków dodaję zamglawianie wykonane przez profesjonalną firmę. Wyrzucam łóżka z pokoju Adka (i tak chciałam wywalić) i stary fotel z dużego pokoju, może materac z naszego łóżka, jest szansa że będę mogła oszczędzić sofę z dużego pokoju, bo tam nikt nie śpi. Najgorzej, że mamy drewnianą podłogę i jest to gówno na pewno schowane w szparach między deskami i pod listwą przypodłogową. Mam nadzieję, że nie będę musiała zrywać podłóg.
Okazało się, że mamy całą kolonię tego cholerstwa pod naszym łóżkiem, mamy pecha, bo ani ja ani Mi ani Mo nie mamy żadnej reakcji na pogryzienia, więc prawdopodobnie gryzło nas już od jakiegoś czasu – parę miesięcy – ale my nic nie czuliśmy. Idealni żywiciele;) Wykryli to dopiero goście Adka, którzy po nocowaniu w naszym domu podczas naszej nieobecności obudzili się cali w bąblach. Mi mówi, żebym się tak nie przejmowała – to przyjazne zwierzątka które gryzą tylko nieproszonych gosci😅