
Tym razem krótko, za krótko, bo weszłyśmy i następnego dnia zeszłyśmy, bez tego leniwego dnia z książką w hamaku lub cydrem na hustawce, albo bez wprost przeciwnie – Śnieżnych Kotłów, Odrodzenia czy Śnieżki w nogach.
Było ognisko, psy, człowiek, który był przyjacielem dawno temu, i odkrylam, że nadal jest, gadanie do drugiej w nocy.
I las. Tęsknię za lasem, jak mnie nie ma.
Był las.
Mech. Igliwie. Buki. Zapach taki, że człowiek by wąchał i wąchał.

