Jako świeżo upieczona Lady of Leasure będę Was teraz zanudzać co oglądałam, co przeczytałam, co widziałam, gdzie pojechałam, co zrobiłam, w jakim nastroju wstałam.
Fantastycznym, jeśli pytacie 🙂 Nie ma to jak skończyć rok szkolny w środku kwietnia! Wczoraj miałam OSTATNI WYKŁAD w tym roku, z tego przedmiotu na którym się znam jak kura na gwoździach, nie było łatwo, przygotowałam im slady powtórzeniowe do egzaminu i sama zapomniałam (części) odpowiedzi na jedno pytanie 😀
Ale zapisuję całe doświadczenie w rubryce ‚sukces’, postanowiłam się bowiem nie obciążać rozkminianiem porażek które są niezależne ode mnie. Nie jestem ekspertem, nie jest to moja dziedzina, dałam z siebie wszystko, przygotowania do przedmiotu zabrały mi masę czasu, bo przecież nie mogłam sobie z palca wyssać teorii, nazwisk, eksperymentów, dat. A ile się przez ten rok nauczyłam! I jeszcze na tym zarobiłam. Po prostu win-win. Kiedy wczoraj za dziesięć dziesiąta w nocy oddałam do biblioteki dwie cegły pt. Psychology poczułam się lekka jak piórko, choć bogatsza o wiedzę, doświadczenie i pieniądze. Jak to nie jest sukces, to nie wiem, czym jest.
Oprócz tego zakwalifikowali mi do druku mój tajemny projekt. To tylko rodział w książce, nic wielkiego, Takajedna mówi, żebym się opamiętała, nikt nie pisze przez rok rozdziału, nikt oprócz mnie chyba. Nie było łatwo, nie ma za dużo badań na ten temat, więc musiałam smarować bardzo cieńko, tak cieńko, że miejscami widać prześwity. Pomimo używania języka angielskiego na codzień, miałam ogromne opory przed pisaniem poważnych rzeczy, cały czas wszystkie ‚the’ i ‚a’ wstawiam na czuja i często wcale nie w odpowiednich miejscach, nic nie wiem o gramatyce i angielskiej interpunkcji (która, niestety, różni się od polskiej), do tego dochodzą różnice w pisowni amerykańskiej i brytyjskiej (jeden recenzent w kółko poprawiał mi ‚organization’ na ‚organisation’). Moja cała wiedza o języku opiera się na tym, że dużo czytam.
Można gratulować 😄