Papież w Dublinie

Jak się spodziewałam, zaproponowali mi pracę mojej frenemy i teraz mam zagwozdkę. Jest to awans, ale czy ja chcę awansować? Jest to pozycja kierownicza, ale czy ja chcę być kierowniczką? Większa kasa, ale czy… nie no wiadomo, tego akurat jestem pewna.

Ale nigdy nie chciałam mieć władzy, wierzę w POWER TO THE PEOPLE, jestem do szpiku kości lewaczką, a jak wiadomo władza korumpuje itd itp. Ja lubię rozmawiać z ludzmi i lubię uczyć, lubię sie zastanawiać i rozkminiać, lubię się skupiać na poszerzaniu ludzkich horyzontów, a nie zwiększaniu zysków akcjonariuszy.

Mam takie rozkminki, jakbym co najmniej miała zostać prezydentem albo papieżem. Pytam się wczoraj Mi ‚czy myślisz, ze jakbym była papieżem, to też bym ukrywała pedofilię w kościele?

Frenemy, zwana również na łamach tego pamiętnika Żmijessą, jak niektórzy mogą pamiętać, odchodząc ze stanowiska zostawiła taki burdel, że od dwóch miesięcy sprzątam i musiała oczywiście nasrać mi na głowę, pisząc na naszej pracowej WhatssAppowej grupce ‚postanowiłam rzucić [stanowisko], żadne pieniądze nie są warte bycia chłopcem do bicia [imię jeszcze wyższej managerki]’. Tak mi się miło oczywiście zrobiło, że ciągle jeszcze musi się poczuć lepszą ode mnie, co oznacza, że dalej uważa się za gorszą;)

Kierownikowanie to też mierzenie się z ludzką zazdrością i innymi trudnymi uczuciami. Wyczuwam od ludzi taką zazdrość, leciutko tylko przykrytą uprzejmością. I tak na przykład wykładowca, którego dość cenię, a który miał przez ostatnie lata bardzo mocną pozycję kierownika innego, powiedzmy, działu, a który skończył kierownikowanie w atmosferze narodowego skandalu (w sumie nie ze swojej winy, ale komentowanego nawet przez Irlandzkiego ministra edukacji, hehe) nagle kłania mi się w pas na korytarzu pytając, czy już odbieram hołdy. WTF?

A do tego jest to naprawdę dużo więcej pracy, i przy tym oprócz tej, którą lubię (ze studentami) są jeszcze spotkania, zebrania i sprawozdania. Mobilizowanie swojego zespołu do różnych mniej lub bardziej durnych excelowych tabelek, kiedy już i tak wszystkim nam ledwo spod stosu esejów koniuszek nosa wystaje. No i walka z wiatrakami, nie zapominajmy, czyli teraz chatGPT i wymuszenie na uczelni podjęcia działań w tym względzie.

Czy wszystko wróci do normy, kiedy za parę miesięcy zrezygnuję z bycia papieżem?