Peniam po całości. Nie, że sobie jeżdżę teraz tam i z powrotem, do sklepu, do lasu i na spacer z psem (psa też brakuje), tylko w ogóle nie jeżdżę, najchętniej odfajkowałabym cel osiągnięty i schowałabym prawko w szufladzie.
Kto mi w ogóle dał to prawko, myślę sobie, chyba na głowę upadł, przecież ja nie umiem jeździć! Mi tydzień po egzaminie pojechał 20 km autostradą do klienta, ja trzęsę się i boję 700 m do sklepu. W końcu pojechałam z Mi przywieźć Mo od koleżanki, przy skręcie w prawo (tak jakby wasze lewo, ten trudniejszy skręt), Mi mówi ‚możesz teraz, są daleko, zmieścisz się’ a ja, zamiast poczekać aż mój mózg przerobi sygnały wzrokowe, przemieli i wyda decyzję, odruchowo go posłuchałam, nie wiem dlaczego, może dlatego, że przeważnie słucham jego rad, ale się w połowie zakrętu przestraszyłam i przycisnęłam gaz tak, że zarzuciło mnie na drugi pas.
Na szczęście nic nie jechało.
Dziś po raz pierwszy pojechałam SAMA do sklepu, mówię sobie, raz kozie śmierć, no chyba się nie zabiję, za wolno jeżdżę, najwyżej będę miała stłuczkę, albo na mnie trochę potrąbią, nic się nie stanie, muszę tylko uważać na rowerzystów i hulajnogi, i niech pieski nie wyskakują na jezdnię. Wysiadłam pod sklepem i trzęsły mi się nogi, dwadzieścia minut chodziłam po Tesco zbierając siły na siedmiominutową jazdę powrotną;)