Pożyjemy, zobaczymy

Zgodziłam się ‚pełnić obowiązki’ i wpadłam jak śliwka w kompot.

Jeden błąd szkoły, niedopatrzenie, niedoinformowanie i studenci czują się zlekceważeni, a wręcz olani z góry na dół. Sama bym się tak czuła na ich miejscu, kiedy wykładowca wyłączył im głos na wykładzie hybrydowym.

Nie nadaję się na managera, bo za bardzo identyfikuję się z ludźmi i zaczynam walczyć z systemem. A system, jak wiadomo, zawsze wygra. Na razie pomogę jak mogę, staram się stąpać delikatnie i rozważnie i pokazywać systemowi, że też zyska, jak będzie miły. Po jednej stronie rozżaleni studenci, którzy poczuli, że o jeden błąd za daleko, po drugiej stronie młody, niedoświadczony wykładowca, surowością nadrabiający pewność siebie, który w dodatku wylądował w samym środku 80 osobowej klasy i ambiwalentnej sytuacji – szkoła mu powiedziała, że robi się tak, studenci są przyzwyczajeni do robienia siak, a całej sprawy by nie było, gdyby od początku ktoś się studentami zajął, a nie spuszczał ich na drzewo.

Piątek, a ja jestem tak okropnie zmęczona, że nie wiem, czy zdążę odpocząć przez weekend, tym badziej, że będę musiała choć trochę popracować. Dostałam artykuł do poprawek.

Z dobrych wiadomości – przestało mnie boleć za lewą gałką oczną, bo od trzech dni zastanawiałam się, czy będę mogła dalej uczyć jak oślepnę i czy dam radę się przekwalifikować: braila się tak szybko nie nauczę, więc będę musiała polegać na programach głośnomówiących. Nie mówiąc już o egzaminie na prawko za dwa tygodnie. Ale chyba jeszcze pożyję.