Polska szkoła jest …

‚Polska szkoła jest wesoła’ śpiewały dzieci na akademii, ale prawda jest taka, że nie jest.

Jest drętwa, nudna, nadęta, napuszona, przesycona WARTOŚCIAMI i CNOTAMI.

Cierpienie mojego dziecka zaczęło się już w samochodzie, bo szkoła jest na drugim końcu miasta i musimy dojeżdżać pół godziny. Mo zrobiło się w samochodzie niedobrze i można by powiedziec, że tak już jej zostało.

Akademia miała miejsce w auli, zaczęła się oczywiście wniesieniem sztandaru i przemówieniem Pani Kierownik Polskiej Szkoły. Potem dzieci mówiły wierszyki i śpiewały piosenki, właśnie o tym, jaka ta szkoła wesoła. Boki zrywać. Mo nie znała piosenki, więc stała z tyłu. Występy trwały dobrą godzinę i zakończyły się wspólną recytacją Katechizmu Polskiego Dziecka słynnego Bełzy, wierszyka znanego jako ‚Kto ty jesteś? Polak Mały’. I kiedy na koniec usłyszałam – Coś jej winien? – Oddać życie! wykrzyczane z emfazą przez pięćdziesięcioro małych szkrabów, ciarki mi przeszły po plecach.

Mo stała przeważnie z tyłu (nóżki mnie bardzo bolały, mamusiu!), a kiedy nie stała wyglądała tak:

Po uroczystym pasowaniu każdego dziecka przez Panią Kierownik (Mo próbowała się wmieszać w tłum i ukryć, ale się nie dało), cała sala została wezwana do odśpiewania hymnu i część formalna zakończyła się wyprowadzeniem sztandaru przy dźwiękach fanfar (?).

Już wiedziałam, że ta celebracja – niestety- nie tyle nie zachęciła mojego dziecka do polskości, ale wręcz zrobiła wszystko, co się dało, żeby je kompletnie zniechęcić. No, ale nareszcie można było przejść do sali na część mniej formalną – te przysłowiowe góry ciastek i słodyczy.

Zrezygnowana Mo usiadła z boku i zaczęła metodycznie napychać się słodyczami. Koło mnie stanęła mama innego pierwszaka:

– To pani pierwsza polska szkoła?

– Właściwie to nie, bo syn chodził, ale w Polsce, więc pierwsza za granicą.

– To powiem pani, że bardzo dobrze pani robi, że posyła córkę. U nas już drugie dziecko. Weekendów nie mamy – bo syn w sobotę, a córka w niedzielę do szkoły. I tak latami. Jest ciężko, ale warto. Teraz córka, 12 lat, mówi, że cieszy się, bo Irlandczycy to żadnej kultury nie mają, pani! oni to żadnej kultury nie mają! A tu proszę – jaka polska kultura!

… nie!

Zgodziła się w piątek wieczorem, po długich pertraktacjach. Bo tato Joanki zaprosił ją do Joanki na sobotę i już się cieszyła na zabawę. I tylko dzięki temu, że Mi jest na świeżo po profesjonalnych szkoleniach w pracy ‚jak przekonywać nieprzekonanych’ i ‚jak motywować niezmotywowanych’ zmieniła zdanie w piątek. Bardzo niechętnie. Dobrze, niech nam będzie, do Joanki pójdzie za tydzień, za to w środę pójdzie do Lauren i jeszcze mamy jej kupić małą zabaweczkę.

Ale w sobotę rano znowu histeria. Nie chce TAM iść, nie będzie, chce do Joanki, nie lubi TAM chodzić, tam jest nudno. NIGDY już tam nie będzie chodzić. Niestety, musiałam obudzić Mi, który właśnie miał ten swój jedyny dzień w tygodniu, kiedy może trochę odespać, ale teraz, o dziewiątej rano musiał przyjść mi z odsieczą. Bo inaczej nic z tego nie będzie.

– Mo, ale dzisiaj jest tylko impreza, nie będzie szkoły. To jest tylko pasowanie na ucznia!

– No właśnie – PASOWANIE! A ja tam NIE PASUJĘ!

Odmalowaliśmy jej góry słodyczy czekające na nią w polskiej szkole po uroczystości pasowania, czekoladki, żelki i napoje, świąteczny nastrój i atmosferę dobrej zabawy.

– Będziecie tylko śpiewać piosenki, mówić wierszyki i tyle. A potem PARTY!!!!

Zgodziła się.

Pojechałyśmy….