wczoraj:
– Słuchaj, mam pytanie: możemy u Was zamieszkać?
– Ale was dwoje? Na długo? Teraz?
– No przyjedziemy samochodem, dzwoniłam już do Zby, też się przygotowują, jak walnie bombą w Ukrainę, to od razu wsiadamy w samochód i przyjeżdżamy. Tylko musisz mi powiedzieć skąd do was promy odpływają, bo samolotów pewno już nie będzie…
Takie rozmowy. Przyznam, że mnie też się ten strach trochę udziela, ale tutaj Irlandia niby tlko wyspa, a ludzie żyją trochę jak na innej planecie, bardzo to uspokajające.
Tu wszyscy ucieszeni z tegorocznego budżetu, happy days! Rząd każdemu porozdawał prezenty, obniżka podatków dla wynajmujących mieszkania, darmowe środki antykoncepcyjne dla kobiet poniżej 26 rż, pierwszy raz w historii RoI refundacja in vitro, obniżka opłat za studia, my na podatkach zyskamy koło 1600 euro rocznie, do tego dopłata do prądu, dopłata do opieki nad dziećmi podobno aż o 1/4, w listopadzie podwójny zasiłek na dziecko (2×140 euro!), no żyć nie umierać…
W UK dla odmiany rząd obciął podatki najbogatszym oraz zlikwidował ograniczenia bonusów dla bankierów;D
Funt pikuje, dolar wystrzelił w górę, złotówka szoruje po dnie. Euro ma się tak sobie, ale w porównaniu ze złotówką nie jest źle.
A dziś polska szkoła. Chyba już ostatni raz, nie sądzę, żeby się udało Mo namówić raz jeszcze. Teraz mi szkoda, pani nauczycielka okazała się całkiem do rzeczy, też nie darzy sympatią wypocin Władysława Bełzy. No, ale ta cała wyprawa naprawdę zajmuje nam cały dzień, dojazd samochodem to pół godziny w jedną stronę, Mo jest bardzo niedobrze, co dodatkowo nie nastraja jej pozytywnie. I jest jeszcze jedna delikatna kwestia, ale jak to z delijkatnymi sprawami bywa, nie mogę jej ze szczegółami opisać, żeby nie kogoś nie zranić;/