Poniedziałek niestety skończył się zajęciami z piekła rodem, Mi mówi, że przesadzam. Może trochę.

Dostałam propozycję prowadzenia nowego przedmiotu, zaraz napisałam do szefowej ‚ale wiesz, że jestem socjologiem’, szefowa odpisała ‚wiem, ale zespół zgadza się, żebyś go prowadziła’, więc okazało się, że była to propozycja nie do odrzucenia, a zatem nie odrzucajac wskoczyłam do głębokiej wody w poniedziałek wieczorem. Mój komfort wybitnie poprawiał fakt, że były to ostatnie zajęcia tego dnia, od dwudziestej do dwudziestej pierwszej trzydzieści, po sześciu godzinach innych wykładów ledwo mogłam mówić, a mózg mi się co chwilę wyłączał, jak przegrzany komputer. A na zajeciach pani prawnik (‚zawsze się interesowałam tą dziedziną’), pani pracownik socjalny pracująca z dziećmi, pani z Danii (i z Microsoftu), a ja czuję, że wypłynęłam na (za)szerokie wody, a łódka przecieka, ratunku!!!