Lubię takie poniedziałki

Poniedziałek, słońce, Mo nie jest chora! Idzie do szkoły. Tydzień zaczyna się dobrze.

Mo nie chorowała przez ostatnie dwa tygodnie, udało się nawet zaliczyć dwie lekcje pływania 🙂 w porównaniu z zeszłym rokiem, to wielki sukces. Gluty w nosie nie oznaczają już, że wylądujemy w szpitalu.

Taki jasny dzień, nie przeszkadza, że ja cały dzień w pracy dziś – zajęcia od 11 do 21.30.

Zimno, ale słonecznie, w nocy temperatura spada poniżej 10 stopni, przez ostatnie parę dni zaczęliśmy włączać poranne ogrzewanie. Tylko na pół godziny, żeby nie budzić się w takim lodowatym domu. Ceny energii się podwoiły od zeszłego roku, w Irlandii tak samo jak w całej Europie, zobaczymy czy nie będziemy musieli grzać tylko dwie godzinki dziennie i siedzieć zakutani w wełniane koce po szyję.

Przybijam piątkę z samą sobą, że zainwestowaliśmy w ocieplenie zewnętrzne cztery lata temu.

Biorę do szkoły paczkę kawy i mleko w kartonie, w ramach oszczędzania. W lodówce szkolnej jest wprawdzie mleko, ale tylko krowie, darmowa kawa również nie moja: rozpuszczalna, fuj. W kafejce kubek kawy z mlekiem kokosowym, jedynym, jakie mogę pić, to wydatek 4.5 euro.

Na pierwszych zajęciach w klasie 35 studentów, głównie z USA, ledwo się mieścimy w sali. Ale jest energia i ciekawość, choć internet nie działa i nie mogę otworzyć slajdów ani innych dokumentów.

Jest dobrze, mimo wszystko.