Wróciłam

i od razu wpadłam w organizację szkolnego kiermaszu. Lot opóźniony, byłam dopiero o 3 rano w domu, więc możecie sobie wyobrazić jak bardzo mi się nie chciało, no ale kto, jak nie my? Uczyłam dzieci strzelać z łuku, dobrze, że wzięłam męża, bo kolejka do łuku i tarczy się nie kończyła przez bite trzy godziny. A tak mogliśmy się zmieniać.

Wstęp na kiermasz ‚z jedzeniem’ kosztował 5 euro od osoby, za tę kwotę każdy dostał hamburgera (były też wege!) i szklankę soku. I oczywiście trzy godzinne szaleństwo dla dzieci: robienie gigantycznych baniek, skakanie w kabla, granie w badmingtona, wystrzelenie rakiety, rysowanie, abirynty i malowanie twarzy.

Zabawy i kiermasze połączone ze zbieraniem pieniędzy na potrzeby szkoły są tutaj bardzo popularne. Żelaznym punktem każdego roku szkolnego jest tzw. Pub Quiz z nagrodami i donacjami, ze dwa szkolne kiermasze, na które rodzice przynoszą ciasta i słodycze oraz wszystko to, co zawadza im w domu, a może znaleźć nowego chętnego, spacery bądź biegi ze zbieraniem datków, Dzień Piżamy, kiedy dzieci przychodzą do szkoły w piżamach, za drobną opłatą. Mamy też zabawy okolicznościowe: przed Wielkanocą jest Zrzucanie Jajek z Dachu Szkoły, gdzie dzieci z rodzicami robią w domu urządzenie, w którym jajka nie potłuką się, kiedy dyrektor z nauczycielami będzie je uroczyście zrzucał z dachu szkoły, Christmas Jumper day, czyli dzień swetra Bożonarodzeniowego, oczywiście połączony z darowizną 2 euro, jeśli ktoś chce się przebrać, rodzice często kupują kartki Bożonarodzeniowe zaprojektowane przez dzieci, oczywiście za drobną opłatą itd itp.

Dobroczynność i zbiórki na rzecz szkoły uznawane są w Irlandii za coś obowiązkowego i każdy szanujący się rodzic nieustannie wyraża (czasem udawany) entuzjazm biorąc udział w niezliczonych projektach i zabawach. Oczywiście płatnych. Zastanawiałam się kiedyś, czy nie szybciej i łatwiej byłoby po prostu powiedzieć rodzicom ‚zrzućcie się jeszcze po 50 euro, jeśli dacie radę’, ale te różniste imprezy mają oczywiście też dodatkową funkcję integracji rodziców i uczniów. Bo nigdy nie chodzi tylko o kasę.

W sobotę poszliśmy więc się integrować i pokazywać, że jesteśmy porządnymi członkami społeczności szkolnej, podczas gdy Mo szalała z koleżankami i kolegami.