Siłą rozpędu

Ściągnęłam nogę z gazu, ale jeszcze pędzę.

Na Święta wszystkim odmówiliśmy i możemy się trochę polenić, to znaczy spędzić czas dokładnie tak, jak nam w duszy gra.

A bardzo mi tego brakowało, bo przez cały ostatni tydzień ciągle jeszcze to i tamto, zajęcia, sprawdzanie prac, zgłoszenie do projektu do czwartku wieczorem, gość na ostatni wykład nie mógł przyjść, więc praca, zobowiązania i kombinowania. Tak biegałam goniąc własny ogon, że w ogóle do mnie jeszcze nie dotarło, że to koniec roku akademickiego, czyli idziemy sie upić. Takie uczucie.

Wiosna, kwitną jabłonie, pachnie skoszona trawa, czas rozpiąć płaszcz i zrobić coś głupiego.

Z tego rozpędu w piątek sprzątnęłam jeszcze całe mieszkanie, okna, podłogi, drzwi, stoły, kominek, kwiaty, wszystko, osoby święte mogą wpadać na inspekcję, a w sobotę zaskoczyło mnie uczucie, że nic nie muszę.

Niemożliwe.

W dodatku pełnia (w którą nie wierzę). Nie mogłam sobie miejsca znaleźć i po nauce jazdy zarządziłam bieganie. I dopiero siedem kilometrów mnie uspokoiło (47 minut). Dziś czuję wszystko w mięśniach, bo naprawdę dawno, dawno nie biegaliśmy.

Po nocach śnią mi się Hondy. W dzień szukam, dzwonię do dilerów, umawiam się na oglądanie, łapię okazje, które okazują się pułapką. W mieście Frei (kto pamięta F?) znalazłam dilera z siedemnastoma Hondami, wszystkie w naszym budżecie, więc szybko telefon do F, czy możemy przyjechać, połączyć przyjemne z pożytecznym, potem telefon do dilera i oczywiście okazało się, że została tylko jedna jedyna Honda, która w dodatku jest importem z Japonii, a to oznacza kłopoty. Jedyna ubezpieczalnia, która zgodziła się nas ubezpieczyć wyceniła usługę na … (nie zakrztuście się kawą) … 6300 euro rocznie.

Ale tak się nakręciłam, że Freyę zobaczę, a z nią się naprawdę fajnie gada, że jedziemy w poniedziałek we dwie z Mo. Zrobimy sobie wycieczkę, poogladamy sobie samochód, nie kupujac, pogłaskamy psy i nagadamy się z F za wszystkie czasy. A wiecie, że F była instruktorką prawa jazdy w Polsce? Namawiam ją, żeby zrobiła uprawnienia w Irlandii, bo tu wszystkie szkoły zajęte do pół roku naprzód.