Dobrze, że tej Marzanny nie utopiłam

A wiosna przyszła pieszo

Tak wygląda nasza codzienna droga ze szkoły. To znaczy przeważnie tak NIE wygląda, bo jest zimno i piździ wieje, oraz leje, ale oto przyszła wiosna i możemy się cieszyć ptakami dziwakami, łabędziami i kaczkami.

Ta wojna nas tutaj tak nie dotyka. Jesteśmy daleko (albo przynajmniej tak nam się wydaje). Tutaj wszyscy współczują Ukrainie, trochę się martwią losem Ukraińców, ale potworności tej wojny nie orzą duszy, jak w Polsce. Moja szkoła zorganizowała zbiórkę darów, zastępca premiera ogłosił, że przyjmie rodzinę ukraińską do swojego domu, ale wygląda to bardziej na polityczny gest, niż prawdziwe wyrzeczenie. Kiedy rozmawiam z rodziną z Polski (albo czytam blogi) wyczuwam potworny strach przyczajony pod codziennością. Poczucie katastrofy, przerażenie potwornościami, które się tam dzieją jest wręcz namacalne.

A Irlandczycy żyją spokojnie.