Dostalam ciekawa propozycje w pracy. Podjelam sie czego, co od dawna bylo dla mnie wyzwaniem i jest zwiazane z tym, o czym od dluzszego czasu myslalam (marzylam?). Ale czy dam rade? Bardziej prestiz niz pieniadze, ale za pieniadze pracuje juz od dawna, moze czas na troche prestizu.
Odzywaja sie wszystkie moje kompleksy, najchetniej teraz wsadzilabym glowe pod koldre i sie schowala. I zeby nikt mnie nie widzial. Przeciez ja nic nie umiem i jestem nikim! Moj Mi nigdy nie ma takich rozkminek. Nie wiem, czy jest to zwiazane z byciem kobieta, czy po prostu byciem mna.
I teraz przemysliwuje – czy ja naprawde tego chce? Czy sie nadaje? Czy to jest cos dla mnie? Czy chce tego, bo jest to prestizowe, czy naprawde mnie to kreci?
Ciekawe, ze propozycja przyszla, jak zrobilam troche miejsca w moim zawodowym zyciu – zrezygnowalam z czesci zajec. Jak sobie w glowie poukladalam, ze nie musze tak duzo zarabiac i nie musze pracowac na okraglo. Ze nareszcie, dzieki pracy Mi, mamy tzw. bezpieczenstwo finansowe.
Czy jest to cos duzego? Obiektywnie nie, ale dla mnie tak. Bo byloby przelamaniem mojego wewnetrznego oporu, wyjsciem ze strefy komfortu. (Tak naprawde kon by sie usmial – bo bardzo niekomfortowo mi dalej w mojej strefie komfortu).
I na koniec optymistycznie: trudno sobie wyobrazic, ze Putin, ktos, kto tak obsesyjnie boi sie Coronawirusa, nie balby sie bomby atomowej;D