Nie mamy telewizji w domu, więc nie czuję się napastowana obrazami wojny i potworności, ,the medium is the message’ jak pisał McLuhan i kiedy wiadomości się czyta, a nie ogląda ,człowiek nie odbiera tego tak boleśnie, tak emocjonalnie, tak bezpośrednio. Nie wiem, czy to lepiej czy gorzej, na pewno pomaga chronić swoją psychikę przed obrazami terroru, wdzierającymi się w duszę jak pożar.
A w sobotę były moje urodziny. Naspraszałam gości, gdyż w końcu po dwóch latach po raz pierwszy mogliśmy kogoś w domu ugościć, ale i tak musiałam się ograniczać, bo już przy dziesięciu osobach z dziećmi było ciasno. Z tradycyjnych polskich potraw zrobiłam to, co zwykle, czyli polską pizzę (na cieście drożdżowym) i syryjską sałatkę z zielonej pszenicy z granatem, miętą i pistacjami. Absolutny HIT wszelkich przyjęć, dwie osoby poprosiły o przepis. I bigos, który uwielbia wielu naszych Irlandzkich znajomych. Nakupiłam alkoholu, głównie bezalkoholowego, oraz cydru. Starzejemy się, bo cała bateria piw bezalkoholowych została wypita, a w kuchni do dzisiaj stoi 30 butelek cydru. I dwa wina. Na urodziny dostałam prawdziwy OBRAZ:

(Mo nazwała ją wróżką cycuszką).
Wszystkich gości zaprosiłam spontanicznie, zaledwie tydzień wcześniej pomysł mi wpadł do głowy, a po paru dniach już mi się odechciało – ale po co? ale czemu sobie biorę na głowę dodatkową robotę? – tym bardziej, że Mi ma akurat znowu jakieś szkolenie w pracy i projekt na zaliczenie dziś, więc był wyłączony z pomagania.
Ale miałam wrażenie, że wszystkim brakowało takiego spotkania, swobodnych rozmów na tematy polityczne i obyczajowe. Posiedzenia, posączenia drinków i pogadania. Ludzie muszą się spotkać twarzą w twarz, nawet w czasie wojny (a kiedy nie było na ziemi wojny, to inne pytanie).
Teorie spiskowe mnożą się jak króliki, moze jestem optymistką, ale czekam, kiedy ruscy ogłoszą, że Putin był tajnym współpracownikiem USA i jego działanie było antyrosyjskie. I go wsadzą do łagru.