Dobrzy jesteśmy w takich zrywach podykowanych odruchami serca, w pospolitym ruszeniu na ratunek światu. Czytam jak Polacy pomagają, przyjmują do swoich domów, goszczą, pocieszają, a moje rodzinne ukochane miasto jest podobno szczególnie gościnne. W sumie nic dziwnego, duża część mieszkańców to potomkowie (nomen omen) uchodźców z Ukrainy sprzed ponad 70 lat. Lwów zawsze we Wrocławiu cieszył się wielką estymą, profesorowie ze Lwowa wykładali na Wrocławskim Uniwersytecie, moją mamę uczył słynny Hugo Steinhaus (a mnie statystyk ze Lwowa, ś.p. prof. Iwanuś).
Mama urodziła się na Ukrainie i musieli stamtąd uciekać w 1943. Babcia była nauczycielką na podlwowskiej wsi, uczyła polskie i ukraińskie dzieci. Pewnej nocy zapukał do niej Ukrainiec ‚pani Regina, pani bierze dzieci i się chowa. Teraz’. Miała 32 lata jak schowała się na strychu z dwójką malutkich dzieci – mama miała trzy latka, a wujek roczek. Babcia była w ciąży. Stanęła z siekierą nad włazem na strychu, gotowa zaciukać każdego żołdaka, który się pojawi. Często wobrażam sobie tę scenę – dziadek gdzieś w AK, nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy wróci, dwójka dzieci schowana w sianie na strychu, na razie nie kwili, babcia się modli, błaga, żeby nie zapłakały, przycupnęła zmęczona koło włazu z siekierą w ręku, nadsłuchuje, godzina po godzinie, na chwilę przyśnie, oparta o trzonek siekiery, gwałtownie się budzi, z jednego złego snu do jeszcze gorszego. Następnego ranka uciekli ze wsi. Uciekali pociągami bydlęcymi, na pace samochodów towarowych, po drodze urodziła dziecko, które zmarło, prawdopodobnie zatrute spalinami.
Więc pomagamy. Może dlatego, że pamiętamy, jak to jest uciekać z jednym tobołkiem i kupą dzieci, przecież wyrośliśmy na tych opowieściach o wielkiej wędrówce, o bestialstwach wojny i okruchach serca, które pomogły przetrwać, kiedy śmierć była oddalona o jeden gest, o jedno pukanie do drzwi, o jedną pomocną dłoń.
Na wszelki wypadek na WhatsApp piszę rodzinie, że w razie czego, to ugościmy ich w Irlandii. Tak, żeby wiedzieli.
(Choć nie sądzę, żeby do czegoś takiego doszło).