Pogoda kontyunuuje swoje szaleństwo, dziś kolejny sztorm Ferdynand Franklin. Według windy.com jeszcze długo nie będzie spokoju. Ale kwiatki powoli wychodzą z ziemi, żonkile zaczynają kwitnąć, magnolia lada chwila, krokusy pchają się do słońca, w różach już buzują soki (a na kuchennym parapecie to już prawdziwe szaleństwo).
Powsadzałam na jesieni cebulki w donice byle jak, byle szybko, byle by było, stare, nowe, pomieszane, co roku kupuję jak wariatka nowe, ale szkoda mi starych, więc im też daję szansę. Sama jestem ciekawa co z tego wyrośnie.



W kuchni od dwóch miesięcy kwitnie duży, czerwony, plastikowy Anthurium, kończy występy zygokaktus i po raz pierwszy w moim życiu zakwitła ponownie orchidea. Dotychczas kupowałam je w Aldiku czy Lidlu, przynosiłam do domu, gdzie kwiaty powoli opadały, a rośliny zaczynały marnieć. W tym roku wyniosłam dwie na letnie miesiące do ogrodu, może tego było im trzeba? Choć jej siostrę zjadły ślimaki.

