Słońce

Chwila przed burzą. Gdyby nie drzewa za oknem, z gałęziami prawie przy ziemi, można by mieć wrażenie, że wiosna na całego. Ale tu Irlandia – wiatr, deszcz, śnieg, słońce. Dziś przyszedł sztorm Eunice, wczoraj mieliśmy chwilę przerwy, w środę sztorm Dudley.

Piątek, poranna nauka jazdy. Jeżdżę nadal bardzo okropnie. Już 18 godzin za mną, jestem w głębokim lesie, ale najważniejsze, że jeżdżę. Dziś prowadziłam w śniegu, deszczu i wietrze – cieplutko i wygodnie, sucho, bez wysiłku, jest jednak różnica między samochodem a rowerem;D Przed rozpoczęciem nauki wstępnie szacowałam, że będę potrzebować 100 godzin jazdy, cokolwiek poniżej tej liczby będzie dużym sukcesem. I oszczędnością, bo jedna godzina to 45 euro.

Zaraz muszę jechać po Mo i już czuję, że w takiej wichurze nie mam siły na rower, w środę Dudley wiał i siekł nam deszczem w twarz przez całe 6 km po górkę. Mo z tyłu na siodełku 20 kg, rower 16 kg, pracowa torba przerzucona przez ramię z komputerem i drobnymi zakupami kolejne 10 kg. Wczoraj wprawdzie nie wiało, ale Mo miała lekcję muzyki, więc tam i z powrotem, z dzieckiem z tyłu 20 km, w tym połowę pod lekką górkę. Przyjechałam do domu spocona jak mysz i zdyszana jak Szurkowski, może dlatego wciąż ważę tyle, co na studiach;D

Mo nie była chora od 6 tygodni, od czasu covida w styczniu. Jestem pod wrażeniem nowoczesnej medycyny i skuteczności sterydów. Tzn. miewa katar, większy bądź mniejszy, ale tylko katar.

W poniedziałek zaczynają się tygodniowe ferie. Chwila przerwy w biegu, potem 7 tygodni i koniec roku akademickiego O_O

Zupełnie przestało wiać i wyszło słońce, ale nie ufam tej pogodzie;) Jadę autobusem.