Pojechali

Do szkoły i do pracy. Zamknęłam szybko za nimi drzwi, bo mimo słońca – zimno! Nastawiłam pranie, które po całym zaganianym tygodniu zwykle w piątek wysypuje się już z kosza, pomyłam resztkę naczyń, zjadłam śniadanie. Gimnastykę odfajkowałam jeszcze zanim wyszli, kiedy Mo jadła bułeczkę.

Zrobiłam sobie kawę.

O dziesiątej zaczęłam wyglądać przez frontowe okno, bo miała przyjechać Suzana. Zawsze jedzimy nieco dłużej niż opłacone dwie godziny, tydzień temu jeździłam dwie godziny siedemnaście minut, więc napisałam do niej wczoraj, żeby zrobiła sobie przerwę na kawę i przyjechała dwadzieścia po. Ale mi odpisała, że będzie tylko parę minut później. Więc od dziesiątej miotałam się pomiędzy dużym pokojem, gdzie było ciepło i kawka, i drzwiami, które musiałam otwierać, żeby sprawdzić, czy już jest.

Lekcja jazdy w piątkowy poranek, w pełnym słońcu, w Dublinie. Suzana zaczęła od tego, że wyczerpała już limit pecha, bo miała z uczniami w tym tygodniu już dwa wypadki. Jedna dziewczyna wjechała w kolumnę, inny chłopak w samochód. Ja po calych czternastu godzinach nauki też jestem jeszcze beznadziejna, samochód gaśnie na skrzyżowaniach, na światłach staje dęba, włączam lewy kierunkowskaz skręcając w prawo, wciskam sprzęgło kiedy powinnam hamulec, hamuję, kiedy zmieniam pas. Ale już miewam te chwile ulotne jak ulotka, przelotne chwile, kiedy czuję, że frunę. Podobno świetnie przerzucam biegi;)

Od tygodnia oglądam samochody na carzone, porównuję cenę, przebieg, wygląd, kolor, mój kochany mąż nie jest tym w ogóle zainteresowany, ja wkręciłam się po same uszy. Czytam, jak jest zbudowany silnik.

Moja miłość do elektryka na razie pozostanie nieodwzajemniona, bo żeby go mieć, oprócz 20 tys. euro musimy zainstalować punkt ładowania na podjeździe (2 tys), a żeby mieć ładowanie, musimy wymienić instalację elektryczną w całym domu (8 tys., już dawno powinniśmy to zrobić – niedawno przyszedł elektryk z elektrowni, tym razem pan, nie samochód, i zostawił nam OSTRZEŻENIE, bo nie mógł znaleźć głównego uziemnienia. Czyli teoretycznie ładunek może sobie latać po całym naszym domu – muszę pamiętać, żeby chodzić w gumowych kapciach. Choć prawdopodobnie uziemnienie gdzieś jest. Ale gdzie???), a wymiana kabli wiąże się ze zrywaniem kafli w kuchni (i tak ich nie lubię), ale kiedy zerwiemy kafle, to już dobrze byłoby ocieplić jedną ścianę kuchni (?? euro), tę, która nie ma ocieplenia zewnętrznego, bo nie było miejsca, żeby się do niej dostać od zewnątrz i w zimne, lutowe wieczory wieje nam z kontaktów. A skoro będziemy zrywali sufity (kable idą też w sufitach), dobrze by było też przy okazji wymienić i ocieplić dach kuchni (nie wiem – może z 3 tys?), a jak już ocieplamy, to przy okazji okno dachowe przydałoby się zrobić (cholera wie ile to kosztuje), coby trochę światła docierało do stołu jadalnego w dużym pokoju. Potem trzeba by tylko otynkować cały dom po wyrwaniu kabli ze ścian i pomalować (??? euro). A jak już skończymy remont całego domu, to jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że będzie nas stać na elektryka, haha. Bo chcę jeszcze wymienić w kuchni podłogę, przy okazji. Oraz bardziej ocieplić strych. Trzeba jeszcze zrobić dach, bo dachówki są bardzo luźne, jak nam pan dekarz powiedział, za co skasował w tym tygodniu 80 euro. (No nie tylko za to, zacementował jedną pękniętą dachówkę i chwała mu za to!).

Także widzicie, taka kosztowna miłość.

Łatwiej się kocha skarpety, które zaczęłam robić korzystając z przepisu Takiej jednej. Zawsze chciałam sobie zrobić skarpety, bo marzną mi stopy uwielbiam kolorowe skarpety, ale myślałam, że jakoś to strasznie jest upierdliwe, a to przecież cudowna robótka w sam raz do słuchania podcastów i oglądania filmów dokumentalnych (wczoraj Sex and the Church, polecam, jakby ktoś gdzieś miał okazję).

Słońce w ogrodzie. Zniszczyłam Przycięłam róże. Znalazłam pierwszego żonkila!

Muszę zacząć robić trochę bardziej nieprzyjemną atmosferę na zajęciach, bo w czwartek kolejno studento powiedziało, że jest niebinarne. Ja ich wszystkich lubię bardzo i cieszę się, że się u mnie czują tak bezpiecznie, tylko mam problemy z zaimkami.

3 myśli na temat “Pojechali

  1. jeździsz! Hurra! Może wreszcie będziesz mogła jeździć nad morze tego lata. Trzymam kciuksy!

    A ten sposób robienia skarpet jest rzeczywiście niesamowity. Prosty, nie wymagający wielkiego skupienia, w sam raz do filmów/podcastów/książek. I w dodatku to mała rzecz, szybko daje efekt, więc nie jest zniechęcająca.
    Upierdliwe jest robienie na 5 drutach, lub na tych z żyłką, ale krótką.
    Ale przepis nie mój! To ta pani co zrobiła film jest super!

    W Szwecji coraz częściej używa się nowego zaimka HEN (do tej pory było tylko hon -ona i han – on). Ja myślę, że to jest coś pięknego, że nareszcie się dostrzega osoby niebinarne. I chwała tobie za to, że stwarzasz taki klimat, że studenci ci ufają.

    Polubienie

  2. a jeszcze się wymądrzę w kwestii samochodu.
    Na początek, jak już będziesz mogła sama jeździć lepiej kupić coś tańszego, starszego. Bo wiadomo: tu zadrapiesz, bo źle wycelujesz w lukę pomiędzy innymi autami, tam wgnieciesz, bo nie zauważysz słupka/kamienia na wyjeździe z parkingu. Nie wiem jakim autem teraz jeździsz w czasie nauki, ale radzę: kupując własne poszukaj takiego, który ma czujniki parkowania, przynajmniej z tyłu. To jest naprawdę bardzo pomocne.

    Polubienie

  3. Moja rada auto jak najnowsze…i tak bedziesz sie licytowała z M. kto lepiej zadrapał ! ale mniej niespodzianek w eksploatacji, gdy auto sprawniejsze. Byle było niezawodne i czyste w srodku…a poobijane co Ci bedzie szkodziło. Ciesze sie z Toba, że tyle jazd juz masz poza sobą !

    Polubienie

Dodaj komentarz