Tatę wypuścili ze szpitala. Pomimo, że był to szpital Covidowy, naprawdę porządnie się nim zajęli. Choć może właśnie dlatego. Był trochę zdezorientowany, więc przez chwilę lekarze podejrzewali udar i zrobili mu nawet tomografię głowy. Na szczęście okazało się, że to tylko Covid – nie wiem, czy to lepiej w sumie – prawdopodobnie niedotlenienie mózgu przez te parę dni takie mu dziury w mózgu porobiło. Na szczęście tydzień pod tlenem ustabilizował saturację.
Wszyscy narzekają na polską służbę zdrowia, więc zdziwiłam się, że trafiliśmy na naprawdę empatycznych lekarzy. Rozmawiałam z nimi dwa razy, było rzeczowo i miło. Może dlatego, że był zaszczepiony 😀
Mo znowu w domu. Niby chora. Odkryła przywileje chorowania i zaczęła wykorzystywać sytuację. Wczoraj zadzwonili do mnie ze szkoły, żeby ją odebrać, bo mówi, że źle się czuje. W domu wyglądała mi tylko na zmęczoną, po tym, jak w niedzielę poszła spać po 10 wieczorem, bo tatuś zabrał ją na mecz. No ale na meczu było bardzo zimno, więc pomyślałam, że przeziębiła się i coś się wykluwa. Zostawiłam zatem w domu, bo dziś pracuję z domu, ale koło poludnia już było jasne, że jest zdrowa jak rydz. Mały oszust. Nagadałam jej porządnie, ale muszę jej zakazać bajek jak jest chora. A jest to trudne, bo ja muszę pracować, a ona marudzi.