Lord Vader już poszedł sobie

Dziś była piękna pogoda i wybraliśmy się na jesienny spacer.

Mo wyszła pierwszy raz po chorobie.

Rzuciłam okiem na statystyki jej obecności w szkole i mnie zmroziło, nic dziwnego, że oboje latamy jak w amoku – od początku roku była 43% czasu chora. Prawie połowę czasu przesiedziała w domu, a dodać do tego jeszcze trzeba tydzień jesiennych ferii i pierwszy tydzień września, kiedy szkoła była zamknięta.

Ostatnia choroba jak zwykle zaczęła się katarem, potem gorączka, a potem przeszło w typowy oddech Lorda Vadera, kiedy Vader mówi ‚Luke, I’m your father’ https://www.youtube.com/watch?v=bv20ZoBcdO8

Ale w czwartek opiekowaliśmy się L, który był troszkę przeziębiony, wiedziałam zatem jak to się skończy i zawczasu zabezpieczyłam tyły godząc się na opiekę pod warunkiem, że jak Mo będzie chora, to rodzice L nam pomogą (oboje pracują z domu). Nie miałam żadnych wyrzutów sumienia zostawiając z nimi Mo w środę i czwartek.

Zaczynam podejrzewać u niej astmę, bo każde przeziębienie schodzi jej na płuca, ale przez ten cholerny covid dostać się do lekarza z jakąkolwiek niewydolnością oddechową jest niemożliwe. Najpierw każą mi jechać przez pół miasta zrobić test, a kiedy dostanę wynik, Mo już nie świszczy, bo trwa to zwykle mniej niż dobę. Tym razem próbowałam ją nagrać, ale po trzech sekundach video słychać moje spanikowane ‚Mo oddychaj, spokojnie, oddychaj, proszę oddychaj’, obraz się wykrzywią i widać sufit i koniec, bo nagle się przestraszyłam, że się udusi. Ale zasnęła, w nocy spała trochę na mnie na siedząco, oddychała w miarę spokojnie, a ja nie panikowałam i rano było już trochę lepiej. W razie czego mam w domu inhalator rozszerzjący oskrzela, ale kiedy jej raz podałam miałam wrażenie, że jej nie pomógł. Dlatego z tą astmą to tak na dwoje babka wróżyła.

A ja znowu mam dużo pracy, bo etat wymaga, żebym wzięła jeden przedmiot więcej i to taki, który wcześniej z radością oddałam. Ale dopiero od nowego roku.