W tym roku nie czekałam aż z takim utęsknieniem na ten reading week, bo po raz pierwszy od dziesięciu lat uczę tylko przedmiotow z mojej dziedziny, a to sporo ulatwia. I praca jest ciekawsza.
Los okazuje się na razie wyjątkowo łaskawy, bo kiedy zepsuł mi się mój osobisty komputer w zeszłym tygodniu i z głupia frant napisałam do managerki z pytaniem o nowy pracowy, w odpowiedzi dostałam i komputer i propozycję etatu.
Po dwunastu latach przestałabym być pracownikiem kontraktowym. I zarobiłabym więcej.
Teraz rozważam co bym na tym straciła.
Ferie zapowiadają się pracowicie, bo muszę posadzić tulipany, krokusy i żonkile. W tym roku nie poszalałam i zadowoliłam się dwoma pudełkami cebulek z Aldika – 20 białych tulipanów i 30 mieszanych gatunków różowych. Ale być może jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa.
Chcę również skończyć sweter dla Mo, po dłuższej przerwie wróciłam do drutów i robię przepiękny ciepły sweter w kolorze starego złota. Cena włóczki taka, że bardziej się opłaca kupić w sklepie, ale druty to jak terapia, więc nie nie ma co za bardzo oszczedzać. A poza tym, to przecież złota włóczka (czego nie bardzo widać na zdjęciu).


A Mo chora. Tym raziem ‚gałdro’. Zdążyła być niecałe dwa tygodnie w szkole, kiedy w czwartek dostałam smsa, że proszę odebrać dziecko. Było to godzinę przed moimi zajęciami, na szczęście w czwartek mam tylko dwie godziny w szkole (a w piątek tylko jedną), napisalam więc studentom w necie co mają robić i pojechałam, a po powrocie połączyłam się z nimi online.
To jest właśnie taki moment, kiedy błogosławię technologię.
(Musiałam powiadomić managerke i teraz się zastanawiam, czy czasem nie cofnie propozycji;)
Doszłam już do takiego stanu, że cieszę się, że Mo choruje teraz, bo mam nadzieję pójść do pracy, kiedy się skończą ferie. Potem tylko siedem tygodni i przerwa świąteczna. Na szczęście Mi rozpoczyna w przyszłym tygodniu jakieś szkolenie i będzie mógł siedzieć w domu w poniedziałki, więc oddycham z ulgą. W poniedziałek mam 8 godzin zajęć i jestem w szkole od 9 rano do 10 wieczór. Wtorki mam wolne, w środy Mi wybłaga pracę z domu, jakby co, w czwartek mam tylko dwie godziny, a piątek to już w ogóle się nie liczy, bo tylko godzina. Jakby co, to damy radę. Damy radę. Powtarzam to sobie w kółko, jak zaklęcie.
Są tylko dwie możliwosci: albo coś robimy źle i Mo choruje, albo robimy wszystko dobrze, ale dzieci chorują. Trudno mi sobie wyobrazić, co jeszcze moglibyśmy zrobić, żeby jej ‚wzmocnić odporność’, bo je witaminę C i D, czosnek, szpinak i warzywa kapustne, pije kombuchę, biega po dworze itd itp.
Nie pamiętam, żeby Adek tak chorował, ale wtedy mieliśmy BABCIĘ, więc mogę nie pamiętać. A potem mi się przypomina, że tak, oczywiście, że chorował, bo miał basen w szkole, a przecież długo nie umiał pływać. Bo wiecznie był chory.
Teraz Adek z Bonn pisze o czwartej rano: właśnie skończyliśmy z kolegą rozwiązywać pierwsze zadanie z matmy, jest naprawdę trudno, a to dopiero pierwszy tydzień. Jak to Adek – miał cały czas łatwo, nareszcie jest dla niego trudno, mówię sobie, cieszę się, że przynajmniej ma jakieś wyzwanie.
A wczoraj pobiłam osobisty rekord na 7 km. Biegam sobie wzdłuż Liffey, wioślarze wiosluja, ludzie spacerują, rowerzyści pedałują, jesień sie rozgaszcza.


Jaka szkoda że nie mieszkasz za miedzą, z przyjemnością bym przejęła Mo 🙂
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Och Iksia, czemu ty nie mieszkasz za miedzą… Ale byłoby fajnie!
PolubieniePolubienie
Swterek piękny! Robiony od góry? Właśnie się do takiego przymierzam. Myślałam, że to trudne a okazuje się łatwiejsze niż od dołu :D.
Wełna też piękna.
A wiesz…
Kupuję wełnę w second handach. Za motek 10dag płacę 10-25kr. Oczywiście – nie wybiorę koloru, bo biorę co jest, no i istnieje ryzyko, że wełna jest z domieszką, choć jak twarda i drapie w palce to raczej nie D
Teraz mam na składzie 20dag w różnych odcieniach czerwonego i beżową – ta ostatnia farbowana roślinnie (ktoś nakleił napis). Mam też cieniowaną zielono-żółtą i chyba se wydziergam jesienny szal…a może sweter?
PolubieniePolubienie
Od góry jest bardzo prosto, ja uwielbiam raglanowe rękawy i robię tylko swetry od góry, tylko trzeba uważać z dekoltem. To jest jakiś pomysł z tą wełną. Czasem też kupuję w sklepach online z hiszpanii np., jak kupuję większą ilość to nie wychodzi tak drogo, ale czasami potrzebuję wełny na już, bo taką mam fantazję, a potem fantazja minie i nie zrobię już nic.
PolubieniePolubienie
znam to 😀 Ostatnio jak mi kurier zawiózł paczkę do innego miasta to zrobiłam awanturę (wstydzę się tego)
Ale prawdziwa, porządna wełna kosztuje … Więc jak w second handzie widzę motek (a nie kłębek) a kolor mi przypasuje to biorę nawet jak jest tego mało. Nie będzie na sweter to będzie na czapkę, szal czy skarpeto/kapcie. Czasem te wełny mają jeszcze metki i wtedy to już w ogóle miodzie bo wiem na pewno, że to czysta wełna.
W Szwecji są jeszcze tacy co sami czasem przędą i farbują na zimno z użyciem roślin.
PolubieniePolubienie
Ja jestem trochę uczulona na wełnę, Mo też, niestety, na czole robi mi się taki czerwony swędzący pasek od czapki, ale skarpety mogę nosić. I swetry, pod warunkiem, że mam coś pod spodem i wełna nie dotyka mi bezpośrednio skóry. Ale bardzo szorstkich wełen unikam.
PolubieniePolubienie
Nigdy nie robiłam swetrów ” od góry”, a chce wrócic do dziergania w listopadzie. Podeślij proszę, stronke z opisem, spróbuję…
PolubieniePolubienie
Podaj maila, to Ci wyślę:) Wzór z Ravelry: https://www.ravelry.com/patterns/library/rosa-little
PolubieniePolubienie
esusla@gmail.com. Z góry dziękuję
PolubieniePolubienie
Faktycznie robienie na drutach może mieć znaczenie terapeutyczne. Bo dzieci szybko rosną i widzę jak teściowa Młodej dziarga sweterki a maleńka już z nich wyrasta, zanim założy.
Z tym chorowaniem dzieci to fakt, że w takim sezonie dzieci chorują zawsze. Ja miałam przez lata problem z każdym poniedziałkiem, zaczynanym infekcją i nie chodzeniem do szkoły lub przedszkola. Tak było, jest i będzie ale któregoś dnia dzieci z tego po prostu – wyrastają.
PolubieniePolubienie
Moja mama ma pięcioro dzieci i pamiętam, że też chorowaliśmy. A ona pracowała normalnie, na cały etat. Tylko przez 2 lata raz mieliśmy opiekunkę, pamiętam. Nie wiem, jak to robiła.
PolubieniePolubienie
Chorowanie dziecięce, to też nabywanie odporności 🙂 Organizm się uczy, jak sobie radzić z agresorami.
PolubieniePolubienie
Eva, niby wiem, ale nie bardzo pomaga;D
PolubieniePolubienie