Oda do pracy biurowej

O błogie te chwile, kiedy człowiek w biurze może w cichości ducha pracować! Nie zaprzątając sobie głowy, czy dziecko się wlaśnie nudzi, brudzi, polewa wodą, smaruje plasteliną, włazi na blat w kuchni i staje na paluszkach, żeby sie dostać do słodyczy, krztusi mlekiem z miodem, rośnie sobie goraczkę, przytrzaskuje sobie raczkę (niepotrzebne skreślić).

O te rozkoszne biurowe godziny, z kubkiem goracej herbaty Barry’s Tea, z termosem kawy rozpuszczalnej, ulubionym notatnikiem, z dużym, wygodnym ekranem i szybkim łaczem.

O cudowne momenty, kiedy stoi się na wprost studentówm, na samym środku wielkiej sali i mówi się do nich, albo pyta, albo zawiesza głos, a oni słuchają i widać to po twarzach nachylonych w skupieniu (albo nie słuchają i widać to po głowach zwieszonych nad komórkami), albo odpowiadają, albo czekają na ciąg dalszy (albo się nudzą jak mopsy i idą do toalety) i można chodzić po klasie w tę i z powrotem, jak perypatetyk, monotonnym rytmem kroków porządkując myśli.