Dziś pierwszy dzień bez dziecka w domu, bo po odsiedzeniu w domu przepisowych 12 dni dostało wczoraj wynik negatywny i mogło pójść do szkoły! Na grupce rodziców tańce, hulanki, swawola, huczne celebracje powrotu do szkoły.
Tym razem odpuściłam zupełnie naukę zdalną. Nienawidzę nauki zdalnej, a Mo chyba jeszcze bardziej. Na fali bycia dla siebie dobrą, postanowiłam olać zadania szkolne. Zamiast tego codziennie rano przez pół godziny czytałyśmy po angielsku, a potem grałyśmy w rymowanki po polsku.
Wiecie, że po polsku łatwiej się nauczyć czytać? Prawie zawsze czyta się tak, jak jest napisane, język angielski to przy tym ciężka jazda. Np ‚hen’ czyta sie ‚hen’ ale już ‚heap’ czyta się ‚hip’, tak samo jak ‚hip’. ‚Peep’ czyta się ‚piiip’, ‚pip’ też się czyta ‚pip’, tylko krótsze i. Z wrodzonego lenistwa wkładam dużo wysiłku w czytanie z Mo, bo wkrótce będę miała dziecko z głowy, kiedy samo zacznie czytać. Choć w przypadku Adka nie do końca się to udało, do dziś czyta mało i bardzo bardzo powoli, ale za to WSZYSTKO pamięta.
Po czytaniu miałam czas na własną pracę, ale nie mogę się pochwalić zbyt dużymi sukcesami na tym polu. Bajki lecące w tle skutecznie mnie dekoncentrowały.