Mo chodziła do szkoły tydzień. Zaczęli 6 września, bo nie wyrobili się z remontem. Nie żartuję.
W niedzielę dostaliśmy wiadomość, że zamykają klasę, bo jedno dziecko jest zarażone.
W poniedziałek wieczorem okazało się, że ponieważ wydział zdrowia nie skontaktował się ze szkołą, wszystkie dzieci mogą wrócić do szkoły od środy. Oprócz tego, co ma wynik pozytywny, oczywiście.
Na WhatsApp bulgocze wulkan. Jedni rodzice umówili test już w niedzielę, inni w ogóle się zastanawiają, czy jest sens, jeszcze inni czekają na kontakt lokalnego wydziału zdrowia, który przeważnie wysyła smsy z terminem testu. Ale nie tym razem. Rodzice dziecka, które latem przechorowało covid panikują, pojechali go przetestować i im odmówiono. Nie rozumieją dlaczego ;D Anty-covidowcy siedzą cicho.
Nikt nic nie wie.
We wtorek są już trzy przypadki w klasie, ale dostajemy wiadomość, że zostają w domu tylko te dzieci, które siedziały przy stole z dziećmi zarażonymi. Reszta wraca do klasy. Mo siedziała z zarażaczem, więc zostaje w domu. Trafia mnie jasny szlag.
Na szczęście jesteśmy zaszczepieni, więc Mi może chodzić do pracy. Kwarantanna ma trwać 10 dni od ostatniego dnia kontaktu, w trakcie trzeba zrobić test dnia piątego i dziesiątego. Bez negatywnego wyniku Testu Dnia Dziesiątego, dziecko musi siedzieć w domu całą wieczność cztery dni dłużej. Przeważnie wszyscy robią Test Dnia Dziesiątego.
Dziś kolejne dziecko ma wynik pozytywny i wydział zdrowia zamyka całą klasę. A te dzieci, które miały szczęście i dziś są w szkole, mają być jak najszybciej odebrane. I jeśli między nimi jest jakieś dziecko, które otrzyma wynik pozytywny, kwarantanna liczy się im od jutra. Cieszę się, że Mo została w domu.
I tak to mamy drugi tydzień szkoły. W domu. Ja zaczynam zajęcia od poniedziałku, a cały misterny plan jak to spokojnie zdążę ze wszystkim (no wiecie, rano kawka, potem blogi, a potem spokojnie sobie popracuję) poszedł do lasu. Mo znowu pół dnia ogląda bajki, a ja mam wyrzuty sumienia.
Piszę do managerki, czy mogę mieć w poniedziałek wykłady online, czy znajdą zastępstwo.
W klasie jest 28 dzieci. Pocieszam się, że skoro ośmioro już ma/miało covid, to jeszcze tylko najwyżej 20 razy;D