Przyjechali. Zostają dziesięć dni, będą ‚brudzić i budzić’ jak mówi Mi. (Jeszcze dwa dni temu wysprzątałam cały pokój, nie był tak czysty chyba od przeprowadzki.) Ale i tak się cieszymy. Mo spędziła z nimi cały wieczór w pokoju, oglądając bajki na łóżku z Renią.
Przez prawie dwa miesiące szwendali się po Europie, zazdroszczę im takich wakacji. Skończyli w Londynie, gdzie, jak mówią, ‚nie ma żadnego wirusa’ i wszystkie kluby i bary pootwierane. Londyn ich oczywiście zachwycił i zaczarował, jak potrafi to zrobić z każdym młodym człowiekiem. A młody Irlandczyk to już w ogóle nie ma szans, żeby się temu miastu się oprzeć. Wszyscy mówią po angielsku i wszyscy kochają Irlandczyków. Teraz, bo kiedyś różnie z tą miłością bywało, oczywiście.
Przyjechali razem, mimo, że Renia już nie ma, jak to się mówi, ‚interesów życiowych’ w Dublinie, bo jest z Irlandii Północnej, tutaj tylko studiowała. Ale są teraz nierozłączni, rozumiem, że chcą jeszcze ze sobą pobyć zanim Adek wyjedzie do Bonn.
W sierpniu do Wrocławia przyjechały ich dwie koleżanki. Mieszkali wszyscy w AirBnB, u dziadków byłoby ciasno, a u wujka daleko od centrum, ale Adek chciał jeszcze się zobaczyć z dziadkami i wymyślił, że przyjdą do nich i ugotują im obiad. Przewidując możliwe katastrofy, odwiodłam go od tego pomysłu, więc postanowił zaprosić dziadków do restauracji na obiad z koleżankami.
Był to najbardziej osobliwy obiad na jakim byłam.
Adek, trzy jego koleżanki Irlandki (jedna z pochodzenia Łotyszka, co jest istotne dla dalszej części historii), moi rodzice i ja. Babcia w ogóle nie zna angielskiego, dziadek trochę rozumie, choć słabo mówi. Miałam dojechać godzinę później, ale kiedy przyjechałam, dziadkowie jeszcze się ubierali, a Adek im pomagał. Bardzo się ucieszył, że jestem. Dziewczyny już były w restauracji i jadły zupę.
Kiedy dotarliśmy, dziewczyny były po zupie i pierwszym drinku. Babcia zamówiła pierwsze i drugie danie, my tylko drugie. Dziewczyny zamówiły po drugim drinku. Babcia jadła zupę. Dziadek, który rzadko pije, zamówił piwo. Babcia jadła zupę. Ja zamówiłam drinka. Babcia zapomniała lekarstw, więc pobiegłam po nie do domu. W międzyczasie przynieśli danie główne. Dziadkowi nie smakowała wątróbka z koniakiem i stwierdził, że kiedyś jak się szło do knajpy to jedzenie było jak domowe i można było się najeść, a teraz cudują. Z tego wszystkiego zamówił drugie piwo. Babcia zaczęła śpiewać po polsku improwizowaną piosenkę pt. ‚siedzimy sobie tutaj wszyscy i bardzo się cieszymy’, rozedrganym, modulowanym głosem z Lwowskim akcentem. Dziadek opowiadał o swoich studiach w Moskwie i wykładowczyni z Łotwy, która się nazywała tak i siak. Pytał się, czy koleżance Adka coś mówi to nazwisko. Nie mówiło. Babcia przestała śpiewać. Dziadek zamówił trzecie piwo. Dziadek zaczął dyskusję, jaki to język angielski jest brzydki, nie to co śpiewny język rosyjski. Zaczał śpiewać ‚na stiepach za dikim Bajkałom..’. Dziewczyny zamówiły trzeciego drinka. Dziadek zamówił czwarte piwo i zaczął śpiewać narodowowyzwoleńcze pieśni radzieckie. Ja zamówiłam drugiego drinka. Dziadek zaczął namawiać Adka, żeby śpiewał razem z nim.
Impreza miała jeszcze duży potencjał, kiedy zarządziłam opuszczenie restauracji. Koleżanki dobrze się bawiły. Adek zapłacił za wszystkich. Wydawał się bardzo kontenty z przebiegu całego wyjścia. Jestem dumna z mojego syna.
fajny taki międzypokoleniowy obiad i kontakt. Dziewczyny pewnie pokochały dziadka, choć niewiele mogły z nim porozmawiać.
Ych…
Pamiętam jak moja mama gościła Yankiego i jego przyjaciela Sebastiana.
Wrócili z jakiejś imprezy, Yankie za dużo wypił, Sebastian doholował go do domu, ułożył do łóżka a dalej nie wiedział co robić ze sobą. To moja mama, babcia i ciocia wszystkim dzieciom, pociągnęła go za rękaw, pokazała na migi gdzie ma się położyć i okryła kołderką. A na drugi dzień nagotowała rosołku 😀
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Fajna ta Twoja mama:)
PolubieniePolubione przez 1 osoba