Kreski

Przeziębienie nie chciało się skończyć, więc przed urodzinową imprezą znajomego dziecka postanowiłam zrobić testy. Wiadomo jakie.

Nie, żebym chciała sama z siebie – w końcu jestem zaszczepiona dwiema dawkami i NIC mi nie jest poza zwykłym katarem i objawami przeziębienia (bólem mięśni, osłabieniem), ale mama dziecka to panikara.

Najpierw zrobiłam Morince, która też podziębiona od tygodnia. Wynik negatywny.

I wtedy włączyło mi się moje skąpstwo (które nazywam oszczędnością) – jeden test 8 euro, jeśli Mo nie ma covida, to jakie jest prawdopodobieństwo, że ja, ZASZCZEPIONA, mam? Bujałam się z tym pytaniem cały wieczór…

Ale następnego dnia, pół godziny przed wyjściem na urodziny, zdecydowałam, że raz kozie śmierć. Lubię koleżankę bardzo, zrobię to dla jej spokoju ducha. Pewno wyjdzie negatywny, ale będę mogła popatrzeć koleżance w oczy i powiedzieć, że OBIE się testowałyśmy… Machnęłam szybko co trzeba było, cyknęłam jeszcze fotkę na WhatsApp, że oba testy z jedną kreską i juhu! zaraz będziemy, zapakowałam prezent i kartkę od Mo i poszłam siku.

A jak zeszłam na dół, to zobaczyłam to:

Widzicie coś?

Dla niedowidzących podpowiadam, że zobaczyłam tak zwanego bladawca, znanego niektórym z testów ciążowych.

Jak tylko ujrzałam ten blady, ledwo-co-widoczny zarys kreski, zrobiło mi się słabo. I poczułam, że nie mogę złapać oddechu;D

Nagle poczułam się bardzo chora.

Mięśnie zaczęły mnie OKROPNIE boleć.

(A już tak dobrze mi szło! cały dzień bez apapu!)

W międzyczasie Mo, która bardzo chciała pójść na urodzinowe przyjęcie, zaczęła pocierać ledwo-co-widoczną kreskę, żeby zniknęła, a że jak zwykle miała paluchy brudne od rysowania, to na kresce dodatkowo zostawiła plamkę.

Widzicie plamkę?

I teraz już nic nie było widać.

Napisałam koleżance, że niestety, taka sytuacja.

Morinka zaczęła płakać.

Koleżance zrobiło się szkoda małej dziewczynki całej wyszykowanej na przyjęcie i postanowiła przyjść na chwilę z dwiema innymi koleżankami, kanapkami, muffinkami urodzinowymi Paw Patrol, żelkami nieznanej marki, guacamolą, maseczkami baby shark, talerzykami baby shark i chusteczkami baby shark. Spotkałyśmy się na zewnątrz, w odpowiedniej odległości, w maseczkach.

Mo przestała płakać, a zaczęła się napychać żelkami i pawpatrolem.

W międzyczasie wrócił Mi – a był to pierwszy dzień jego nowej pracy! – więc i jemu zaordynowałam test. Negatywny.

Koleżanki poszły.

A we mnie nagle odezwał się naukowiec i dawaj, z ciekawości zrobiłam sobie jeszcze jeden test, jak szaleć to szaleć!, a co tam 8 euro.

Od lewej: test Mi, mój nowy, plama

Bladawiec pojawił się znowu, choć muszę przyznać, że nie wszyscy go tam widzą. Wysłałam zdjęcie całej mojej rodzinie, a rodzina podzieliła się na dwa obozy: ‚nic tam nie ma‚ i ‚wyraźnie widzę bladą kreskę‚.

Zaczęła mnie WYRAŹNIE boleć głowa.

Poczułam ulgę, że wreszcie mam usprawiedliwienie dlaczego od TYGODNIA nie skosiłam trawy w ogrodzie i nie posprzątałam chałupy. Siedząc w domu.

PS.

Dziś wszyscy pojechaliśmy zrobić oficjalne testy.

3 myśli na temat “Kreski

  1. Zabawa z tymi testami. Kiedy ja byłam chora, zrobilam szybki test. Negatywny, ale były w opakowaniu granulki i napisane, ze jak zmienia kolor z żółtego na zielony, to test może byc nieważny. Granulki nke były juz slonecznlzolte. Tesg negatywny, a moje lrzeziębienke wbilo mnke w łóżko. Gardlo- jak przy Delcie- bolało. Gorączka wysoka. Katar taki, ze straciłam węch. Mąż spanikowal i kazał mi iść na test. Juz prawie byłam pewna, że to Covid (kiedy mialam problem z oddychaniem) , ale test wyszedł negatywny. I dobrze, bo w pracy nadal sie mnie wszyscy boją…
    Będziesz spokojniejsza o otaczających Cię ludzi.
    Zdrowiej!

    Polubienie

Dodaj komentarz