Wróciliśmy

do domu.

Przywitał nas sąsiad, Dave. Fotograf samouk, gra również na banjo (swego czasu chciałam go swatać razem ze znaną skądinąd Kasią Frey’ą, która miała idealną babkę dla niego). Zdał relację (‚nic się nie działo’) i pożartował.

Słońce. Ostatnie dni lata w Irlandii, choć przekwitłe rośliny nadają już jesienny ton. Ja przeziębiona, z katarem do pasa, jeszcze wczoraj nie mogłam się powstrzymać i trochę ogarniałam ogród i dom, ale już dzisiaj głównie leżę w łóżku.

Ogród wybujał. Powojnik, który obcieliśmy na wiosnę tak, że aż się bałam, że nie przeżyje, jest dwa razy większy, niż był przed obcięciem. Pnącze, które dwa lata temu dwa lata temu było dziesięciocentymetrową sadzonką, pokazało swe prawdziwe oblicze i jako boa dusiciel zajęło CAŁY czterometrowy mur i prawie zadusiło mi róże. (Mi już pnącze wykopał). Virginia Creeper (nie mogę znaleźć polskiej nazwy) rozrosła się na sąsiednią ścianę i chodnik, przykryła baldachimem suche drzewo fuksji, złamane w zimie przez dzieciaki i zostawione w kącie na wieczne przydasie. Passiflora zajęła całą swoją ścianę i poszła do sąsiadki, Virginii.

To było maleństwo dwa lata temu!

Trawa do kolan. Chwasty jeszcze większe. Nawet rowerek Mo został pochłonięty przez przyrodę.

Rośliny pokojowe wyglądają jak po wojnie. Przed wyjazdem poprosiłam Mi, by wystawił je wszystkie do ogrodu, na półcienistą grządkę wschodnią, żeby nie męczyć nikogo podlewaniem przez całe wakacje. Dwa skrzydłokwiaty połowę liści miały zasuszonych i poczerniałych, musiałam część liści obciąć i rośliny wyglądają dość łyso. Ale żyją. Jedna z orchideii nie przeżyła lata na grządce, ale nie było łatwo, kiedy Mi zostawił ją w spodniej doniczce, w której stała w wodzie. Ale druga wygląda w miarę dobrze, choć nie wiem, czy jeszcze zakwitnie, choć to akurat standard z orchideami u mnie. Jedna paproć się zgubiła, a druga posiwiała. Ale anturium kwitnie! i wygląda lepiej niż wcześniej w domu. Kwiatki Morinki mają się w miarę dobrze, tak samo jak zygokaktus. Kwiatek od Ren wygląda jakby nie był na żadnych wakacjach. Czyli tak samo. Wężownice również niewzruszone tym całym zamieszaniem. Tylko ślimaki mi poskładały jaja do doniczek i teraz głowię się, co z tym zrobić – boję się stada ślimaków rozpełzającego się po całym domu.

Dobrze być w domu, mimo wszystko.