Ale mamunia smutna

Mi czuje się dobrze, widzę, że wraca do formy. Dopiero teraz uświadamiam sobie, jak bardzo się bałam, w końcu to wycięcie połowy organu! Ja też po małym zabiegu pod narkozą, ale u mnie to mały pikuś, choć kosztowało cztery i pół tysiąca, a lekarz chciał pieniądze do ręki. Takie klimaty. Były ordynator oddziału Ginekologii i Położnictwa, pewno przyzwyczajony do nielegalnych aborcji;D

Ale na tym na razie koniec naszych zdrowotnych peregrynacji. Mam nadzieję, że przynajmniej na rok, bo pewno i rok nam zajmie spłata zdrowotnych długów.

Postanowiłam wykupić nam prywatne ubezpieczenie w Irlandii – tutaj nie ma publicznej darmowej służby zdrowia, jak w UK czy Szwecji, w Irlandii najubożsi (ok. 30% populacji) mają tzw. medical card, która uprawnia do darmowego leczenia (łącznie z lekami), część społeczeństwa (obecnie ponad 40%) ma wykupioną prywatną opiekę zdrowotną, która uprawnia do różnych zniżek, zależnie oczywiście od poziomu ubezpieczenia, a nieubezpieczeni prywatnie ani publicznie czekają i płacą za usługi, z tym, że np. koszty pobytu w szpitalu publicznym są pokrywane przez państwo po przekroczeniu 800 euro rocznie (czyli np. operacja serca jest nawet dla nieubezpieczonych prawie darmowa). Mogą też nie czekać i płacić za usługi zupełnie prywatne, ale to są ogromne pieniadze. Właściwie główną różnicą pomiędzy ubezpieczonymi i całą resztą jest szybkość reagowania i wdrażania odpowiedniego leczenia – publiczna służba zdrowia słynie z długich kolejek na różne procedury, np. na operację biodra czeka(ło) się parę lat. To właśnie czekanie dopadło Mi, kiedy parę miesięcy temu, gdy covid trochę odpuścił, poszedł do lekarza rodzinnego. Lekarz go wysłał na kontrolę tarczycy, w międzyczasie hakerzy włamali się do Irlandzkiego systemu opieki zdrowotnej, co spowodowało kolejne obsuwy i opóźnienia i tak sobie czekał na wizytę u endokrynologa i czekał. Nie mówiąc już o ewentualnej operacji.

Ostatnie dni w Polsce. Mamunia smutna, że wyjeżdżam. Ale zostawiam ją w dobrej formie.

Tęsknię za naszym domem. Trawa nie koszona przez dwa miesiące. Ciekawe, czy kwiaty w doniczkach przeżyły w ogrodzie. Mam nadzieję, że nie ukradli mi roweru.

Dostałam już plan zajęć na przyszły rok, a Mi dostał nową pracę, dobrze płatną i tam, gdzie chciał.

Była z tym cała przeprawa, bo organizacja owa tuż przed wyjazdem Mi do Polski ogłosiła, że kogoś szukają i mój mąż pracoholik wymyślił sobie, że nie pojedzie na wakacje, bo chce aplikować, a rozmowy miały się odbywać właśnie wtedy, kiedy mieliśmy być nad morzem. Uparłam się, żeby wysłał CV i napisał w mailu, że akurat leci do Polski, bo nie miał wakacji i nie widział rodziny przez dwa lata i czy może mieć rozmowę przez internet, jak wróci znad morza. Zgodzili się, bo w Irlandii wiedzą, że holiday to rzecz święta i każdemu należy się jak psu buda, a tym bardziej obcokrajowcowi, który nie widział rodziny. Dwa lata. Zatem zaraz po powrocie znad morza miał rozmowę i pół godziny po niej zadzwonili, że dostał pracę:)

Zaczyna 1 września. Musi tylko zrobić prawko w dziewięć miesięcy, ale jak kobiety daja radę zrobić nowego człowieka, to da sobie radę z prowadzeniem samochodu. Prawda? Na szczęście tuż przed wyjazdem, rzutem na taśmę zdał egzamin teoretyczny (tak, ten sam, który mi odwoływali SZEŚĆ razy w tym roku) i jak znam mojego Mi, tak się uprze, że będzie wkrótce jeździł.