Bałtyk

Byliśmy nad morzem, które jak zwykle nas zaczarowało. Bałtyk potrafi być cudowny, zwłaszcza, jak się ominie najbardziej popularne rejony. Pływaliśmy codziennie w niesamowicie ciepłej wodzie, w porównaniu z morzem Irlandzkim. Bałtyckie standardy: letnie temperatury, dwukilometrowy spacer na plażę przez balsamiczny, sosnowy las, piękny piasek (bo w Irlandii plaże są najczęściej kamieniste) i zachód słońca po właściwej stronie znowu mnie urzekły.

Niecały tydzień, za krótko, jak stwierdzili wszyscy, nawet moja mama, która – wydawałoby się – mogła się zmęczyć wakacjami. Byliśmy wszyscy, pięcioro rodzieństwa przyległościami i mama, tato tylko postanowił sobie zrobić wakacje od nas i od mamy i został ze swoją ukochaną działką.

Mo po raz kolejny odnowiła więź z kuzynami, skakali, pływali, bawili się, kłócili i godzili. Fajnie było obserwować, jak uczą się być w grupie i nie zawsze dostawać to, czego chcą. Wprowadziliśmy jedną wspólną zasadę dla wszystkich: żadnych słodyczy przed obiadem! i okazało się, że połowa problemów odpadła. Nie było przepychanek i płaczów przy stoiskach z lodami/goframi/żelkami kiedy schodziliśmy z plaży, a po obiedzie zadowolone, najedzone dzieci spokojnie podchodziły do propozycji ‚teraz ciocia weźmie was wszystkich na lody’.