Jak u Borgesa

Trzecia w nocy. W pokoju mamy zapalone światło, mama siedzi na łóżku i posiłkując się wielką lupą, skrobie coś w na karteczce.

– Mamo, co robisz?

– Wstałam i zapisuję.

– A co zapisujesz?

– Że wstałam i zapisuję.

Mama wszystko zapisuje. Najbardziej lubi liczby – waga, ciśnienie, ilość zażytych lekarstw, zawsze dokładnie odnotowuje czas pomiaru oraz czas wykonanej czynności, co do minuty. Jej matematyczne wykształcenie pozwala jej na zabawę liczbami: dodaje, mnoży, zauważa śmiesznostki, które rozśmieszają tylko matematyków, zbieżności, powtórzenia, podwojenia, tożsamości, przekształcenia. Wzory. Rytmy. Regularności.

Ale nie gardzi również krótkimi, zwięzłymi informacjami – o której wstała, co jadła, ile czasu była na spacerze, wszystko to koniecznie trzeba zapisać. Jakby rejestrowała na papierze ślady swojej egzystencji, gromadziła czarno na białym potwierdzenia, że jest, że była, twarde dowody na osobiste, indywidualne istnienie. Jej precyzja w rejestrowaniu rzeczywistości kontrastuje z potwornym bałaganem w jej pokoju, pełnym lekarstw, ciuchów, bandaży, rolek papieru toaletowego, paluszków, zasuszonych kwiatków i chusteczek, stosów pogniecionych, na wpół zużytych, porwanych, zrolowanych, pomiętych chusteczek higienicznych.

A może to wyraz tego samego pragnienia zatrzymania rzeczywistości, wszystkich ulotnych śladów egzystencji, nawet tak efemerycznych, jak zużyta chusteczka higieniczna.

Niedługo przylatują dzieci. Czekam.

10 myśli na temat “Jak u Borgesa

  1. Każde dziecko, nawet dorosłe obserwuje swoich rodziców. Ty opisałas to cudnie…Dziecko patrzace z boku….A jak Twoje nowe umiejętności ? Skończyłaś zajęcia teoretyczne i masz już jazdy ? Zobaczysz pokochasz prowadzenie samochodu jak TrolaTrola ze Szwecji. Kręci mnie to auto, które macie zamiar kupić !

    Polubione przez 1 osoba

    1. Prawko odłożyłam na Irlandię jednak, chyba małe miałabym szanse zdać je w ciągu trzech miesięcy, tym bardziej, że na egzamin zewnętrzny czeka się dwa miesiące w moim mieście, jak słyszałam.

      Polubienie

  2. Moja dawna sąsiadka, z którą się zakolegowałam, cierpi na ciężką depresję i syndrom wypalenia i źle reagowała na leki, a ma chore serce. Przez wiele lat nie była w stanie, jak mi opowiada, posprzątać w domu. Po prostu stawiała rzeczy gdzie bądź…. Po psychoterapii, wreszcie dopasowanych lekach i przy pomocy opiekunki – zaczęła sprzątać wokół siebie. Został jej już tylko jeden pokój – pokazała mi go.
    – Wiesz…. miałam 6 durszlaków. Bo jak potrzebowałam to kupowałam następny. Bo nie miałam siły szukać.

    Jesteś pewna, że u mamy to nie jest taki stan?

    Polubione przez 1 osoba

  3. Nadrobiłam zaległości!
    Uwielbiam cię czytać!

    A powyżej zostawiam link do podkastu ” co ćpać po odwyku” jednym z prowadzących jest Żulczyk, którego wspominałaś w jakimś wcześniejszym poście.
    Wszystkie odcinki są świetne, bardzo polecam.

    Polubione przez 1 osoba

  4. No właśnie, mama chyba mierzy się z końcem życia, nie wiem, czy jest z tym pogodzona, ale jedna terapeutka, do której ja siostra zawiozla, stwierdziła, że nie potrzebuje terapii tylko wsparcie w domu. Może i tak. Jej trudno wychodzić, trochę niedosłyszy, wożenie jej gdzieś byłoby dużym problemem.

    Polubienie

  5. Takie przypadki były również w mojej rodzinie, dotyczyło to mojego ojca i również męża jego siostry. Na stare lata notowali wszystko ku rozpaczy żon, ilość i wagę złapanych ryb, zebranych porzeczek czy zakupionych majtek i ile na to poszło (co je szczególnie irytowało). Raczej to przypisywałabym chęci uporządkowania i ogarnięcia wszystkiego i przeżycia życia w pewnym niedostatku. Zewidencjonowanie wszystkiego miało być remedium na ewentualne luki w budżecie czy opisaniu sukcesów ( wędkarstwo). raczej nie wiązałam tego z przemijaniem i odchodzeniem….

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz