Trzecia w nocy. W pokoju mamy zapalone światło, mama siedzi na łóżku i posiłkując się wielką lupą, skrobie coś w na karteczce.
– Mamo, co robisz?
– Wstałam i zapisuję.
– A co zapisujesz?
– Że wstałam i zapisuję.
Mama wszystko zapisuje. Najbardziej lubi liczby – waga, ciśnienie, ilość zażytych lekarstw, zawsze dokładnie odnotowuje czas pomiaru oraz czas wykonanej czynności, co do minuty. Jej matematyczne wykształcenie pozwala jej na zabawę liczbami: dodaje, mnoży, zauważa śmiesznostki, które rozśmieszają tylko matematyków, zbieżności, powtórzenia, podwojenia, tożsamości, przekształcenia. Wzory. Rytmy. Regularności.
Ale nie gardzi również krótkimi, zwięzłymi informacjami – o której wstała, co jadła, ile czasu była na spacerze, wszystko to koniecznie trzeba zapisać. Jakby rejestrowała na papierze ślady swojej egzystencji, gromadziła czarno na białym potwierdzenia, że jest, że była, twarde dowody na osobiste, indywidualne istnienie. Jej precyzja w rejestrowaniu rzeczywistości kontrastuje z potwornym bałaganem w jej pokoju, pełnym lekarstw, ciuchów, bandaży, rolek papieru toaletowego, paluszków, zasuszonych kwiatków i chusteczek, stosów pogniecionych, na wpół zużytych, porwanych, zrolowanych, pomiętych chusteczek higienicznych.
A może to wyraz tego samego pragnienia zatrzymania rzeczywistości, wszystkich ulotnych śladów egzystencji, nawet tak efemerycznych, jak zużyta chusteczka higieniczna.
Niedługo przylatują dzieci. Czekam.