Jestem dzieckiem

Zamykam oczy o północy i otwieram o dziewiątej rano.

I tak co noc, od kiedy przyjechałam do rodziców. Jakby w głowie wyłączał mi się taki bezpiecznik, który normalnie cały czas jest na czuwaniu. Jakby moje ciało szło lulu o dwunastej, bo za ścianą jest mama i tato.

Nigdy tak dobrze nie spałam. Od trzydziestu lat tak dobrze nie spałam. Jakby ta mama, którą się w dzień cały czas opiekuję, bo jest już taka nieporadna, na wpół ślepa i trzy razy wolniejsza od normalnego człowieka, w nocy na powrót stawała się w mojej głowie strażniczką snu, gwarancją bezpieczeństwa, Wielką Matką czuwającą nad snem swoich dzieci. Po prostu idę spać i rano budzę się sama z uczuciem, że już się wyspałam.

Czytam książki, tak jak sobie pozwoliłam. Żulczyka Informację Zwrotną połknęłam w trzy dni, dobre czytadło z porządnym tłem społecznym, które jako socjolog cenię czasem bardziej niż fabułę. Prawie skończyłam Czułą Przewodniczkę de Barbarro, prawie, bo na koniec mnie znudziła, psychologia dyrektywna prowadzi czytelnika w pewne ciekawe obszary i zostawia go tam, rozbudzonego i zaciekawionego, dając odpowiedzi na pytania zadane w zeszły czwartek. Takie trochę oczywiste oczywistości, ale jak wiadomo przyjemnie sobie przypomnieć czasem to, co już wiemy.

Na dzień ojca kupiłam tacie Chamstwo Pobłockiego i to jest kawałek dobrej literatury faktu. Gęsty tekst, więc wolno się czyta, trzeba się skupić i w głowie zrobić miejsce na perygrynacje historyczne. Sobie do obczyzny kupiłam wreszcie Ludową Historię Polski, dla lewaków pozycja obowiązkowa, ale ją sobie zostawiam na potem. A dziś wyszłam z księgarni z Królem Twardocha, kiedyś chciałam przeczytać, a dziś wpadł mi w oko, kiedy wstąpiłam na chwilę do księgarni w trakcie jedej z naszych z mamą wycieczek do lekarza (i na lody i kawkę). Zobaczymy.

Jak przyjechałam pachniał jaśmin. Teraz pachnie lipa. To są moje zapachy. W Polsce jest ciepło, to są moje temperatury, moje ciało je pamięta i lubi. Czasem spadnie ulewny deszcz, ale przeważnie nie trzeba nosic kurtki, bluzki z długim rękawem, skarpet i spodni, jak w Irlandii (Mo wczoraj do taty – a było aż 23 stopnie Celsjusza – ‚tato, a kiedy znowu będzie nice and cold?). W Polsce znowu jestem dzieckiem.