Zawsze pachnie truskawkami

Już tylko tydzień do wyjazdu i zaczynam tęsknić za Mo. Ona jeszcze nie wie, że nie będziemy się widziały przez miesiąc, ale ja wiem i jest mi smutno. Jakoś tak się stało, że z Mo skończyłam na jakiejś wersji ‚rodzicielstwa bliskości’, ale bez ideologii: po prostu jest nam tak wygodniej, łatwiej i przyjemniej. W rezultacie Mo ciągle z nami śpi w jednym łóżku, mam nadzieję, że was to nie szokuje tak bardzo, jak mnie szokuje wyeskpediowanie malutkiego dziecka (często paromiesięcznego) do własnego pokoju i ‚sleep training’. Jest to dla mnie tak nienaturalne, tak okrutne i przeciwne wszyskim moim obecnym instynktom, że nie chce mi się wierzyć, że jest normą i ideałem w krajach anglosaskich (mam wrażenie, że przodują w tym Amerykanie, choć mogę się mylić). Ludzie zachodu zaprawdę mają dziwne podejście do wychowywania dzieci, nawet tu nie skomentuję wysyłania pięciolatków (!) do szkoły z internatem. Koniec dygresji.

Będzie mi bardzo brakowało tego małego sapiącego ciałka koło mnie, które jakoś zawsze pachnie truskawkami i czekoladką i które mogę sobie powąchać, kiedy mi smutno i nie mogę spać. A i jej będzie smutno.

Może to niepokój ze względu na zbliżający się wyjazd, kiedy po raz PIERWSZY zostawię Mo samą na dłużej niż parę godzin, a może jest to związane z przyjaciółmi (moją ulubioną sąsiadką), którzy właśnie wylądowali z dzieckiem w szpitalu i czekają na diagnozę epilepsji. I ten świat szpitalny jest tak daleko od naszego codziennego życia, a tak niestety blisko.

Ideologia pracy nie chce mnie opuścić nawet na urlopie i dnie spędzam na odhaczaniu spraw z ‚notesika dręczyciela’. Wczoraj posprzątałam dwie szafki w kuchni i zabawki Mo (nawet się nie zorientowała!), a była to praca katorżnicza, bo wymagała setek małych decyzji co zostawiamy, co wywalamy, co chowamy, a jak wiadomo mózg się najbardziej męczy decyzjami. Dziś pomalowałam jedną ścianę w czarnym pokoju, akurat tę jedyną białą, bo wylałam na nią kawę:) Jutro maluję czarne.

Odkryłam kolejną przyjemność, która mieści się w moje ulubionej kategorii ‚przyjemne z pożytecznym’: malowanie ścian (sortowanie obrazków, układanie książek, przeglądanie apteczki, porządkowanie przypraw itd) i słuchanie podcastów z psychologii (nie wiem dlaczego psychologia tutaj najlepiej wchodzi, może po prostu muszę poszukać dobrych z polityki międzynarodowej/socjologii/sztuki? ktoś może coś polecić?). Muszę jeszcze ogarnąć papiery pracowe, książki, rysunki dzieła sztuki Mo. I to by było na tyle przed wyjazdem.