Już lato

Dzień mamy od teraz obchodzę 27 maja. Moje starsze dziecko nigdy nie pamięta, kiedy jest ten dzień, trochę mu pomieszało w głowie to, że w Irlandii jest to druga niedziela po wiosennej pełni (albo pierwsza przed, sama mam z tym problem), czyli jest świętem ruchomym i wypada inaczej niż w Polsce. A trochę jest rozpieszczonym leniuchem.

W tym roku na irlandzki Dzień Matki byliśmy w Polsce, więc zapomniał, a że polski nie jest w Irlandii obchodzony, więc też zapomniał. 26 maja poprosiłam zatem, żeby odkurzył duży pokój i umył podłogę na dzień matki, czyli mnie, i przypomniało mu się. Wymyślił, że zamówi dla nas wszystkich japońszczyznę na wynos (czy ja w ogóle jadam w innych restauracjach?), a że tego dnia mieliśmy dużo pracy i ulubiona knajpa była zamknięta, postanowiliśmy świętowanie przełożyć na dzień później.

Mo mnie rozczuliła kiedy już wcięła trzy sushi i nagle się rozpłakała. Okazało się, że chce zupkę mamusi. TĘ właśnie zupę, o której pisałam dwa posty niżej, a nie mówiłam, że jest to najlepsza zupa?

W Irlandii lato. To są właśnie te TRZY dni lata irlandzkiego. W niedzielę byliśmy nad morzem, zapomniałam już jak bardzo kocham morze. Pływaliśmy, choć woda miała tylko 10 stopni. A w pociągu taki tłok, że jeśli ktoś miał wirusa, to już jesteśmy zarażeni.

Z moją ulubioną sąsiadką znowu mamy plan: będziemy jeździły choć na pół godziny wieczorem, żeby się wykąpać (jak już będziemy miały prawko. I samochód).

A propos prawka – znowu odwołali mi test z teorii. SZÓSTY raz. Czy to jakiś znak?

Wygląda na to, że wyklarowały się wakacje w Polsce. Lecę SAMA 16 czerwca. Dzień później mam szczepionkę we Wrocławiu. Spędzę z mamą i rodziną dwa miesiące. Przyjaciółka mnie namawia, żebym powiedziała rodzicom, że przylatuję 17 i spała u niej, taki plan jak dwadzieścia lat temu.

Mo przyjeżdża z Adkiem w połowie lipca, Mi pod koniec, jak się uda. Wtedy przylatuje także Renia, która już będzie miała paszport szczepionkowy. Wszyscy jedziemy nad Bałtyk, a potem my jeszcze dwa tygodnie w Polsce, Adek z Renia chcą sobie zrobić rajd po Europie (ja tutaj mówią: kontynentalnej). Wynajem w Berlinie jest trzy razy tańszy od tego w Dublinie, mogą nawet pomieszkać tam dwa miesiące, a tutaj zrezygnować z mieszkania. Po wakacjach i tak będą studiować poza Irlandią. Renia ma już miejsce na uczelni zaklepane, Adek jeszcze nie, aplikował do pięciu uniwerków i czeka na odpowiedzi. Złożył papiery m.in. do Petersburga na podobno bardzo dobre studia, ale jego profesorowie mu odradzają Rosję. Zobaczymy. Najbardziej chciałabym, żeby się dostał do Bonn, bo i uczelnia prestiżowa i za darmo no i w ogóle w Europie ciekawie. A w UK musiałby płacić 9 tys funtów, i to i tak dwa razy mniej niż Polacy (na podstawie umowy wzajemnej Irlandczcy płacą za studia w UK po stawkach krajowych, cała Europa jest już traktowana jak studenci międzynarodowi).

A ja się pławię w aktywnym odpoczynku – dziś koszę trawę i sadzę/przesadzam, jutro sprzątam biblioteczkę, pojutrze szafki w kuchni. Docieplenie strychu. Umycie okien. Przejrzenie ciuchów Mo. Uporządkowanie papierów i książek. Trochę sie tego odpoczynku nazbierało.