Wszystko się dzieje w zaskakującym tempie

(właściwie wpis powinien się nazywać laurka dla mojego męża;)

Dziś Mi ma ostatni dzień praktyk, w przyszłym tygodniu ma pierwszą rozmowę o pracę (na dzień dobry pensja wyższa od mojej i to jeszcze bez uprawnień!), za dwa tygodnie składa projekt końcowy. I koniec.

Pamiętam jak zaczynał, nawet sobie tego końca nie wyobrażałam, ba! nawet sobie jego studiowania nie wyobrażałam, aplikację składał na ostatnią chwilę, bo nie byliśmy pewni, czy sobie poradzimy finasowo – bo studia dzienne i do tego płatne. Gdyby się link do rekrutacji zamknął o północy, tak jak miało to być, to by nie studiował, bo wysłał wszystkie dokumenty dwie godziny po czasie. Ciągle nie chce mi się wierzyć, że dał radę, że daliśmy radę z dziećmi i domem i wszystkim, trzy egzaminy, paręnaście esejów, prezentacje, praca magisterska na 90 stron złożona w grudniu i teraz projekt końcowy też na sto. Tempo i nakład pracy niemożliwy do wyobrażenia. Żadnego wolnego weekendu, żadnej przerwy światecznej czy wakacyjnej. A do tego jeszcze wykłady w mojej szkole, bo nie byliśmy w stanie z gołej mojej pensji wyżyć i opłacić studia równocześnie.

Ale gdybyśmy nie kupili domu – na co złożyło się parę szczęśliwych okoliczności – to nie byłoby to możliwe, niepewność jutra, podwyżki czynszu i stres były by za duże, żeby się decydować na częściowe wycofanie z rynku pracy na dwa lata.

Bardzo jasno mi to uzmysłowiło ile w naszym życiu zależy od szczęścia, od przywileju, od urodzenia się w odpowiednim miejscu i w odpowiedniej rodzinie. Od pomocy, bez której człowiek sam siebie nie wyciągnie z bagna. Bo bez tej pomocy pomimo zdolności i pracowitości Mi, to wszystko nie byłoby możliwe.

Oczywiście, że nie byłoby to również możliwe, gdyby NIE był potwornie zdolny i pracowity ;D (bo przecież, jak przyjechał do Irlandii to montował alarmy w fabryce, za najniższą krajową i tak przez pięć lat!).

I tak sobie myślę o tym życiu, równocześnie zdeterminowanym przez okoliczności, i z małym, malutkim marginesem swobody, wolności wyboru, możliwości. Niektórzy mają ten margines mały jak paznokieć, a niektórzy wielkości hektara.

Mi ma nadzieję, że rekrutacja będzie się przeciągać i sobie choć trochę odpocznie, bo nie miał wakacji od trzech lat. Jeszcze tylko dwa tygodnie!