Dziś upiekłam muffinki bananowe, zgodne z dietą, oczywiście.
Spaliła się skórka, w środku płynna magma, papier do pieczenia nie daje się oderwać, ale i tak pożarłam pierwszą muffinkę wraz z papierem. Wrażenia smakowe podobne do tosta po porodzie* – nigdy nie jadłam niczego tak dobrego! (po dwóch tygodniach warzyw, warzyw, warzyw i ryb).
Oraz rozumiem teraz wszystkich rodziców w Polsce, bowiem szkoła online to jest KATASTROFA. Kiedy skończyłam swoją pracę (4 godziny wykładów online), poszłyśmy z Mo na krótki spacer i do sklepu, wróciłyśmy do domu, nastawiłam obiad i zaczęłyśmy odrabiać zadania. Bo przecież pięciolatek nie da sobie rady sam. Kiedy o 20 skończyłyśmy sklejać rakietę kosmiczną, miałam już tylko ochotę wystrzelić się nią w kosmos.
Na szkolnej stronie można było sobie pooglądać prace innych dzieci – kolorowe rakiety unosiły się w powietrze, powiewały bibułkami imitującymi płomienie z dysz (czy rakieta ma dyszę?), wydawały różne stosowne dźwięki. Rodzice naprawdę się postarali.
Ostatnie zadanie (‚narysuj rzeczy, które zabrałabyś ze sobą w kosmos’) rozwiązałam już tylko w myślach: książkę, herbatę, ciepłe skarpety i zatyczki do uszu.
*w Irlandii po porodzie podają matkom tosta z masłem i dżemem. Najlepszy posiłek w życiu!