Dostałam wczoraj diagnozę, której się spodziewałam i którą opłakiwałam w grudniu.
Czy opłakałam do końca to inna kwestia. Nie jest to łagodna choroba i niestety nieuleczalna, ale najważniejsze, że można z nią żyć. Tutaj w Irlandii mówią na coś takiego ‚condition’.
Chcę utrzymać sprawność fizyczną jak najdłużej się da, mam nadzieję, że całe życie;) Dieta jest straszna, ale moja motywacja jeszcze straszniejsza.
Jutro idę biegać, literatura fachowa jeszcze się nie zdecydowała, czy bieganie pomaga, czy szkodzi. To znaczy kiedyś na pewno szkodziło, ale są nowe wyniki, że może wręcz przeciwnie – chroni stawy, wzmagając ukrwienie i wzmacniając mięśnie. Czyli jak to z nauką – na dwoje babka wróżyła:D
A wy, co byście wybrali – kawa, czy chodzenie?
Tak naprawdę to mam nadzieję, że będę mogła wrócić do kawy, po fazie eliminacji. Ale na podium, w specjalnej kategorii ‚jedzenia, za którym najbardziej tęsknię’ pierwsze miejsce zajmują płatki owsiane (tutaj duże zaskoczenie, nikt nie stawiał na tego zawodnika, ale spróbujcie sobie codziennie jeść zupę kapuściano-marchewkową na śniadanie!), na drugim miejscu chlebek pieczony przez Mi, a dopiero na trzecim kawka.
Zapach kawy i świeżego chleba doprowadza mnie do płaczu, całe szczęście, że płatki nie pachną!