Przekonałam się, że jest życie po kawie, to znaczy bez kawy.

Synek się wprowadził na miesiąc, razem z dziewczyną, bez nich nie dam rady z pracą i opieką nad dzieckiem. Obiecałam sobie, że nie będę się na nich złościć, niech wstają o której chcą, będę ich budzić jak będę zaczynać zajęcia.

Synek skończył licencjat i zrobił sobie przerwę, tzw. gap year i bawią się z dziewczyną w dom. Wygodnie mają, bo oboje dostają tzw. covid payment, czyli zasiłek w wysokości 350 euro na tydzień dla osób, które straciły pracę przez pandemię. Tak, wiem, państwo Irlandzkie ich rozpieszcza. Dziewczyna jeszcze studiuje, ale oboje aplikują na studia magisterskie w przyszłym roku, więc się za bardzo nie martwię, że się zdemoralizują. Chociaż to ich wstawanie po południu to mnie do białej gorączki jest w stanie doprowadzić.

Już tutaj chciałam zwycięstwo odtrąbić, pochwalić się, jak to po tygodniu diety nie mam żadnych objawów choroby, ale w środę wysiadł mi staw barkowy i trochę mnie to załamało. Siostra mówi, żeby dać jeszcze czas.

5 myśli na temat “

  1. To byłaby dieta cud, gdyby zaczęła działać od razu. I tak jesteś bardzo dzielna! Podziwiam Cię. Ja bym marudziła, płakała w poduszkę i pewnie już do tej pory ze sto razy rzuciłabym tą dietę…
    W górę brukselka! Niech żyje!

    Polubienie

Dodaj komentarz