Zegarmistrz światła purpurowy coraz bardziej przypomina szalonego motorniczego, który nic innego nie robi, tylko dowala do pieca. Już człowiek myśli, że jest tak przyciśnięty do ziemi, że już więcej się nie da, to nagle myk! i zapraszamy na następny level, kolejny stopień wtajemniczenia.
Jeszcze nie skończyłam sprawdzać 70 ciu prac, które miałam w planach na czas przerwy świątecznej, ledwo co ogarnęłam dwa nowe przedmioty, poplanowałam sobie pracę na weekendy, wieczory i między wykładami, to okazało się, że muszę wprowadzić dietę.
Kiedy tylko oswoiłam się z dietą, a raczej pogodziłam się z ograniczeniami, daję radę planować i gotować w porywach na trzy gary – dla siebie, dla Mo, dla wegan (oczywiście razem z Mi), łykam zupę na śniadanie jakbym nic innego nie robiła od urodzenia, tonę w tonach pieczonych warzyw i już nawet przekonałam samą siebie, że to smaczne, to okazuje się, że zamkną szkoły.
ZAMKNĄ SZKOŁY.
Szkoły zamknięte. Wyobraźcie to sobie.
Mi na praktykach od rana. Do 17.
A ja na wykładach online. A jak nie na wykładach, to przygotowująca wykłady.
Bez kawki. (Nie mówiąc już o winku).
Bez chlebka.
Podjadająca w przerwach brukselkę i rybę z sałatą.
Za to z dzieckiem. W domu. Cały czas. Całyczasebezprzerwyzdzieckiemwdomuibajkaminakomorceitablecie.
